Dzień 13 z 365 DOBRYCH DNI!

13 liczba szczęścia. „Chwila, jak to?”- pomyślisz. Zajmować się tutaj numerologią nie będę, ale tak, to jest bardzo dobra liczba. Oczywiście nauczono nas myśleć inaczej, ale ja wywracać świata nikomu nie będę. Ważna jest dla mnie.

Trzynastka posłuży mi dziś do opisania tego szczęścia, którego wszyscy szukają i szczęściarzy, za którymi niektórzy nie przepadają. I tu już pojawia się pewna sprzeczność. Z jednej strony ludzie chcą być szczęśliwi, ale gdy nie są, to zgrzytają na tych, którym się powiodło. Z jakimś dziwnym akcentem podszytym złością mówią: „temu to się udało” albo „ten do ma szczęście”.

Nikomu nic się nie udało. Uda się, to słowo, które mówi o przypadku, ale tego nie wiele lub wcale w naszym życiu. Jedno jest pewne w „udach”, że każdy ma dwa, a poza tym nic. Czas się obudzić z jakiegoś przeświadczenia, że szczęściarze, to ludzie, którzy nic nie muszą, bo wszechświat rzuca im pod nogi. Prawda jest taka, że rzuca im pod nogi tylko dlatego, że ciężko na to pracują. I nie tylko fizycznie, ale też swoją wiarą i prawem przyciąganiem. Mocno wierzą i kreują swoje marzenia, a później znów ciężko i mądrze na to pracują.

„Nie dzięki nadzwyczajnym uzdolnieniom, nie dzięki chwilowemu natchnieniu, nie nagle i niespodziewanie,
ale dzięki konsekwentnym wysiłkom osiągnąłem tak pomyślne wyniki” powiedział kiedyś Johann Wolfgang von Goethe. Mówię to i ja. Wszystko co dziś mam, to jest wynikiem szczęścia, które sobie wypracowałem i wymarzyłem. Poza natchnieniem, weną, kreatywnością i dziecięcą radością (i to nie dzięki reklamowanej czekoladzie), pracuję nad tym, aby realizować to, co dla mnie ważne. I być może dlatego wokół mnie tylu pozytywnych wariatów, którzy zrozumieli tak samo jak ja, że życie jest takie, jak myślimy, że jest. I wybraliśmy tą szczęśliwszą jego stronę.

Myślę po tylu latach przemian i przewartościowywania swojego życia, że ludzie po prostu obawiają się drogi, którą musieliby przejść lub po prostu nie zdają sobie z niej sprawy. A im dalej i wyżej idziesz tym jest coraz trudniej. I większość odpuszcza nie rozumiejąc, że w tym cała zabawa. Uciekają przed bólem porażki, tylko dlatego, że nikt nie nauczył ich z nich wyciągać lekcji i wniosków. Nie lepią z nich siły, aby z uśmiechem na twarzy wstać i iść dalej.

Nie raz słyszałem o tym, że gwiazdy, celebryci, biznesmeni, milionerzy i inni, którym się udało mieli nadzwyczajne zdolności. TAK! Tylko, że potrafili je wykorzystać najlepiej, jak potrafią zamiast wmawiać sobie, że nic nie potrafią. Nie odrzucali swoich pomysłów, tylko dlatego, że ktoś im powiedział, że są bez sensu. Każdy z nas ma te nadzwyczajne umiejętności, tylko z jakiegoś powodu je odrzuca i próbuje je zastąpić je obcymi, ale idealna droga do poniesienia kolejnej porażki.

Gdy słuchałem lata temu o tym, że miliony trzeba ukraść, a pieniądze nie rosną na drzewach, to zacząłem się zastanawiać, jak żyją Ci „WIELCY”. Stwierdziłem, że muszę znaleźć do nich drogę, aby być bliżej i poznać ich sekrety. Tak wdrażałem kolejne plany i los zaczął stykać mnie z ludźmi sukcesu. Im bardziej mi ufali, tym częściej miałem okazję rozmawiać z nimi, aż w końcu poznałem ich sekrety. Trzymałem je w sobie przez ostatnie 10 lat, aby teraz Ci je wyjawić. I mam nadzieję, że zbiją Ciebie z nóg. UWAGA! Zapierdzielają, że aż się kurzy. Jak to? A właśnie tak.

Przeczytaj biografie tych, którzy są Twoja inspiracją. Spotkaj się z gwiazdą z Twojego miasta i zapytaj, jak to jest, że tak łatwo jej wszystko przychodzi. Myślę, że się uśmiechnie albo wkurzy. Lepiej, żeby nie. Za każdym sukcesem jest wiele lat pracy i wyrzeczeń. Poświęcenie jest codziennością, a siłą w chwilach trudności i hejtu, wielka własna wiara. Czasami nic więcej nie pozostaje. Szczególnie wtedy, gdy pozostaje się samemu, bo wielu ludzi nie lubi tych, którym się powiodło. I tak zostają na szczycie, ale ze spełnionymi marzeniami. To piękne uczucie, które rozumieją tylko Ci, którzy wchodzą na swój własnych Mount Everest.

Być może jesteś zawiedziony, ale tak… na szczęście trzeba sobie zapracować. Trzeba dać wiele od siebie, aby przybić „piątkę” ze szczęściem, które masz na wyciągnięcie ręki. Czas wziąć to, co masz i zrobić z tego szczęście. Nie wiesz jak? Zapytaj. Poszukaj. Idź na szkolenie lub indywidualne spotkanie z kimś kto już doszedł tam, gdzie chcesz dojść. Czasami trzeba za to zapłacić, ale zaoszczędzisz na porażkach i przykrościach, które dzięki tej wiedzy ominiesz. Ja tworząc Architektów Umysłu wiedziałem, że dzięki temu otoczę się ludźmi, którzy pokażą mi, jak wejść jeszcze wyżej. I wciąż takimi ludźmi się otaczam, bo wiem, że nie wszędzie można wejść samemu lub trwa to znacznie dłużej.

Zapracuj na swoje szczęście. Najpierw stwórz je w głowie. Później przelej na papier. Wypisz wiele dróg dojścia i poznawaj nowe, jak poprzednie zawiodą. I do jasnej cholery nigdy się nie poddawaj. Szczęście czeka tuż za rogiem. A Ty stań się życiowym wariatem, który wskaże drogę kolejnym, którzy szukają swojej. Podobno ja tak robię 😁😁😁

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni