Dzień 190 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Świat ludzi sukcesu, a nie ludzi pokoju. Żyjemy w czasach, gdzie prawie każdy chce osiągnąć sukces, czytać o sukcesie, mówić o sukcesie, uczyć o sukcesie, szkolić się, aby zdobyć wymarzone trofeum. Coraz częściej rezygnując ze wszystkiego innego, co w życiu ma realną wartość.
 
Mogę pokusić się o stwierdzenie, że dziś każdy chce być człowiekiem sukcesu. Zdobyć ten tytuł, którego chyba nikt nie nadaje, a tym bardziej, że jego realnym dziś wyznacznikiem jest zgromadzony majątek, pozycja lub posiadana władza. A jeśli tak jest, to nic dziwnego, że dziś coraz więcej osób wykorzysta wszelkie metody, aby ten cel osiągnąć.
 
Często mówi się, że aby osiągnąć sukces trzeba poświęcić wszystko. Problem w tym, że nie wielu wspomina o tym, co kryje się za „poświęcić wszystko”. Dlatego być może ludzie, którzy tego pragną nie zdają sobie sprawy czym to poświęcenie musi być. Widzą jedynie rezultat czyiś dokonań, a nie jego przeciwwagę będąca wyrzeczeniami, ciężką pracą i osamotnieniem.
 
Jednak mimo to idą w ten sukces. Nawet jeśli ma być pozorny i wykreowany, to po prostu ma być. Bo dziś sukces nie jest „smaczny” sam w sobie i dla siebie, a ma być dla innych. To wszyscy mają zobaczyć, że ktoś osiąga coś, co definiowane może być, jako sukces. I tu znów pojawia się różnica w definicjach sukcesu. Jednak to jest zupełnie odrębny temat. Warto zauważyć, że naoczni świadkowie sukcesu, mają zobaczyć tylko to, co ktoś chce im pokazać. W ten sposób uzyskują uznanie, które jak się później okazuje jest tylko chwilowe.
 
Wszyscy ludzie głodni sukcesu, który utożsamiają sens życia z jego osiąganiem, ciągle muszą szukać kolejnego powodu ekscytacji związanej z wygraną. Niestety dla wielu staje się to walką na śmierć i życie. Oczywiście nie dosłownie. Lecz zrobią naprawdę wiele, aby znów poczuć jego smak.
 
Dla władzy, pieniędzy i popularności potrafią sięgać do narzędzi, które są dalekie od wartości, które już dawno zgubili. Poświęcili je dla osiągnięcia wyższej wartości. Podobnie robią z relacjami, własnym zdrowiem i zagubionym życiem. Choć oczywiście życie z celem dla wielu ma sens, to czynią z niego antidotum na swoje nieszczęścia. Dlatego tak bardzo tracą wszystko, co później będą próbowali odzyskać. Szczególnie, gdy życie drastycznie zmieni ich drogę. A wtedy będą potrzebne relacje, zdrowie i szczęście codzienności.
 
Świat jest dziś pełen ludzi sukcesu. Każdy odnosi sukcesy, tylko nie widzi tego, bo dostrzega w wielu z nich małość. Zwłaszcza, gdy po jego osiągnięciu, nikt tego nie zauważył i nie okrzyknął ich człowiekiem sukcesu. W ten sposób wielu przegrywa tą gonitwę dzień po dniu. Nie rozumiejąc, że ten świat został tak celowo skonstruowany. Masz gonić, bo w tym biegu nie dostrzega się prawdziwego sensu życia. A jeśli się to nie widzi, to świat wydaje się być jedynie miejscem walki. A na polu bitwy nie nie obowiązują żadne zasady.
 
Myślę, że ludzie są już tym zmęczeni. Przychodzą do mnie z prośbą o wskazanie im drogi do ich życiowego sukcesu. I pomagam im w dochodzeniu do wyznaczonych celów. Jednak zawsze proszę ich, aby mieli już przygotowany plan na kolejny. W przeciwnym przypadku pojawi się dołek, który spowodowany będzie spadkiem adrenaliny. A to sprawia poczucie braku sensu życia. Niekiedy zadaję też pytanie, co im ma dać ten „sukces”? Co się wydarzy, jak go osiągną? Czy to im wystarczy? I prawie zawsze mają pozytywne odpowiedzi. Jednak gdy tem moment nadchodzi, to sytuacja jest zupełnie inna.
 
Trudność w wielu przypadkach polega na tym, że z czasem sukces staje się chorobą i lekarstwem jednocześnie. Z jednej strony ma pomóc uśmierzyć ból nieszczęścia, a z drugiej przynosi stres z ich brakiem. Gdy po jednym nie następuje kolejny, to zaczynają sięgać po środki, które wydają się być mało etyczne lub często na granicy prawa lub własnego zdrowia. I to daje mi poczucie, że wielu ludzi choruje dziś bardzo na chorobę „sukces”.
 
Zdecydowanie dziś brakuje ludzi, którzy wydają się być zdrowi od pragnienia sukcesu. Co wcale nie oznacza dążenia do celów i marzeń. Jednak działają w pokojowy sposób realizując wszystko w zgodzie z samym sobą. Często takie osoby są na marginesie, bo to nie jest popularne, gdy ktoś nie chce osiągnąć sukcesu. Podobnie, jak brak konta na Facebooku powoduje, że dla części ludzi przestaje się istnieć. Z brakiem gonitwy za sukcesem wiąże się przekonanie, że są nieudacznikami pozbawionymi sensu życia. Ich wartość dla wielu jest znikoma, bo nie mogą się pochwalić trofeami.
 
Bardzo często osiągają w życiu dużo więcej, lecz nie czują potrzeby współzawodnictwa, piedestału lub władzy. Nie wiele o tym mówią, aby nie przyjmować na siebie fali krytyki, cennych rad i recept na to, jak powinni go osiągać. Dzięki temu nie czują presji, z która zbyt wielu ludzi wiąże motywację do działania. Mają swoją wewnętrzną chęć do realizowania swojego życia nie uczestnicząc w tworze systemowym, który kryje się za słowem sukces.
 
Nie musisz czuć się gorszy i wyautowany z powodu braku takiego sukcesu. Miej swoje własne, które przyniosą Ci osobistą satysfakcję. Ta autentyczność, która z tego płynie prędzej czy później staje się inspiracją dla innych ludzi. Przynosi o wiele więcej dobra niż sztucznie napompowany sukces. Przynosi on tylko to upragnione „5 minut” chwały, po czym znów trzeba gonić, aby utrzymać tą presję. A to nigdy nie przynosi spokoju.
 
Z takim patrzeniem na świat trzeba się pogodzić i zaakceptować związany z nim inny styl życia. I choć nie jest on popularny, a tym bardziej nie jest modny w kreowaniu go wśród społeczeństwa, to nie zawsze warto być wśród większości. Tam bywa zbyt tłoczno, a to nie sprzyja spokojowi i pokojowi. I wcale to nie oznacza, że od czasu do czasu nie warto pokazać realnych owoców swojego życia. Choć w takim przypadku potrafią zachwycać same, bez zbędnej walki i władzy.
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁 Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni