Dzień 20 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Dziś udałem się w podróż. W sumie ciągle to robię, bo życie to wędrówka, ale… Dziś udałem się w podróż do Wrocławia i z powrotem. Uwielbiam takie podróże, które pozwalają mi się zatrzymać mimo, że wokół wszystko pędzi. I choć medytuję, to stan, który mnie ogarnia podczas prowadzenia samochodu jest zupełnie inny. Teoretycznie wokół dzieje się tyle rzeczy, ale kieruje tym wszystkim umysł, a ja mam czas na zajrzenie w siebie.
 
Chcę Ci napisać o czymś dla mnie bardzo ważnym. Nie często się dziele z tym z ludźmi, a tym bardziej nie publicznie. Chcę, abyś był w gronie tych osób, którzy przeczytają o tym po raz pierwszy. I choć to bardzo osobiste, to dzięki temu zrozumiesz o co często pytasz mnie podczas rozmów lub w wiadomościach. Wielu z Was interesuje skąd we mnie tyle radości i siły, aby przezwyciężać te wszystkie trudności, planować, marzyć i realizować to, co jest dla mnie spełnieniem marzeń. Powodów jest wiele, ale jeden szczególnie jest bardzo silny i z każdym dniem przez ostatnie lata wypełnia mnie jeszcze bardziej.
 
To wielka moc, której dawno temu zawierzyłem swoje życie. Pochodzi ze mnie. A tak naprawdę przechodzi przeze mnie w postaci wielkiej miłości. Wypełnia mnie boskość, która nazywana jest wszechświatem, wyższym ja, Bogiem, a czasami nicością. To niewyczerpane źródło wiary, które wypełnia moje serce i umysł akceptacją wobec tego co niezrozumiałe i niewidoczne. A jednak poddaję się tej mocy, która mnie prowadzi przez całe moje życie.
 
Jest ona w każdym z Was. I jest w Tobie. Jednak podobnie, jak ja, również Ty, jesteśmy ludźmi zdolnymi do popełniania błędów. I nie ma w tym słabości, a siła wolnej woli. Niestety czasami zbyt mocno jej nadużywamy. Chcemy więcej i szybciej, co często zmusza nas do schodzenia z wybranej drogi. Jednak gdy zagłębisz się w siebie i przyjmiesz tą moc, to znów wypełni tą pustkę, którą być może dziś odczuwasz. Możliwe też, że siła Twojego oddziaływania wzrośnie, gdy zaakceptujesz fakt, że jest siłą większa od naszego ziemskiego istnienia.
 
Ta sama moc odpowiada na każde Twoje życzenie. Zarówno te dobre, jak i nie właściwe. To więc, co dzieje się w Twoim życiu zależy od przepustowości Twojego serca. Dziś być może przymkniętego w obawie przed niezrozumieniem. A to wyższe ja istnieje tylko po to, aby troszczyć się o Ciebie. Czasami dość drastycznie koryguje kurs naszego życia, ale wie dokąd zmierzamy. Wie też, że naszym ludzkim celem jest przeżywanie i celebrowanie pięknego życia. I choć czasami swoimi decyzjami odbieramy sobie te przyjemności, to one wrócą, jeśli tylko spełnisz jeden warunek. Wypowiesz życzenie, zaufasz i cierpliwie poczekasz aż pojawi się w Twoim życiu. Obiecasz sobie, że wykorzystasz wszystkie okazje, aby przybliżyć się do swojego szczęścia. A wszelkie porażki potraktujesz, jak kierunkowskazy do właściwej drogi.
 
W moim otoczeniu są ludzie, którzy dostrzegli tą wyjątkową moc. Wielu zwątpiło i odeszło. Czasami tak się dzieje, gdy namacalne dowody przekraczają ich postrzeganie prawdy. Niektórzy nazywają to „creepy”, czyli coś co przyprawia ich o gęsią skórkę. I nie bez powodu, bo trudno zaakceptować coś na co nie ma miejsca w sercu. A gdy widzą efekty mojej ufności i wiary, a także szczerości w mówieniu o własnych słabościach, nie wiedzą, jak się zachować. Dlatego nie wielu ludzi zna faktyczną moc tej wiary, która odpowiada wystarczająco szybko na moje prośby, aby zostało to zauważone.
 
Mam jednak zrozumienie, gdy coś nie pojawia się w moim życiu. Wiem wtedy, że po prostu nie było mi to potrzebne. Ufam, że jest w tym sens i mam skupić się na czymś jeszcze większym i ważniejszym. Czasami nie od razu to dostrzegam, ale ta ufność przeradza się w obserwację i ciekawość. Słuchanie swojej intuicji i słów innych ludzi. Może słowa Carola Pearsona pozwolą Ci to lepiej zrozumieć: „Zrozumienie, że to, czego chcesz, często nie jest tym, czego potrzebujesz, pozwala zawierzyć wszechświatowi, Bogu lub twojemu wyższemu ja i poddać się im”.
 
Myślę, że każdy z nas rodzi się przepełniony wielką i nieograniczoną miłością. I choć, gdzieś po drodze gubimy ją lub jest nam odbierana, to ona faktycznie jest dalej w nas. Trzeba ją na nowo przebudzić i poprosić Boga, wyższe ja lub wszechświat, aby napełniały nas pięknem, prawdą i miłością. Dzięki temu możemy być sobą i cieszyć się życiem. Z tego bierze się akceptacja codzienności, która daje siłę stawiania czoła przeciwnościom.
 
I nie ważne, jak jest Ci teraz trudno lub czujesz się wspaniale, to poproś, aby ta moc wypełniła całego Ciebie. Poddaj się temu i pozwól sobie na to, aby choć raz uwierzyć z czystością serca. Weź głęboki wdech i wydech, a później otwórz się na to, co pojawi się w Twoim sercu. Nie ważne, czy pojawią się zły czy śmiech. Niech te emocje Ciebie wypełnią. Z czasem nauczysz się widzieć piękno i czuć dobro płynące z tego, co Ciebie ogarnia. To światło, które nosisz w sobie i nie zgaśnie choćbyś chciał.
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni