Dzień 29 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Naciskam, a Ty?
 
„Tematem dzisiejszej lekcji jest” – tak zaczynała lekcję w szkolenie nie jedna nauczycielka. Pamiętam też, że programie dla dzieci „Ulica sezamkowa” mówiło się, że sponsorem dzisiejszego programu jest literka „N”, jak Naciskam. Staram się przemycić odrobinę dowcipu do tego, o czym dziś napiszę.
 
Każdy dzień, to lekcja. Każdy. Czasami musimy posiedzieć po lekcjach, a innym razem, powtórzyć klasówkę lub semestr. Jeśli to nie pomoże, to niektórym zdarzało się powtórzyć rok. Mi na szczęście nie, ale… czasami w życiu pewne lekcje odbierałem kilka razy. Nie jeden raz popełniłem ten sam błąd. Wiele razy nie posłuchałem tego, co mówi do mnie los, bo byłem zbyt ślepy i głuchy.
 
Później człowiek pyta się siebie „ile razy jeszcze?”. Ile razy jeszcze dam się oszukać, skrzywdzić, wrobić albo upokorzyć. Przecież ludzie wiedzą, że mają czegoś nie robić, a i tak to robią. Nie myśl sobie, że i tak tak nie robiłem. Oczywiście, że tak i to wiele razy. I co więcej nawet obecnie zdarza mi się zrobić coś czego lekcję wydawało mi się odrobić.
 
Dziś jednak zauważyłem jedną najważniejszą lekcję. Jej początek miał miejsce dawno temu. Powtórnie przyszedł do mnie w trakcie moich 37 urodzin, gdzie podczas LIEGMANN B’DAY rozmawiałem z Marta Gierlińska. Dziś zobaczyłem tą sytuację na zdjęciu z tego dnia. Po prostu mnie zamurowało, bo dziś dopiero zrozumiałem, że wtedy los w słowach Marty mówił do mnie o czymś na co miałem się przygotować. Widziałem o czym mówi, ale odnosiłem do ludzi, o których Marta opowiadała. A jednak…
 
Zawsze uważałem, że głosem ludzi mówią aniołowie. Tym razem też tak było. Musiałem jednak po raz kolejny doświadczyć czegoś, aby wreszcie to zrozumieć. Nie ma przypadków więc trafiłem na to zdjęcie i… już wiem. Już wiem, jaką odrobiłem lekcję. Jej temat, to „naciskanie”.
 
Życie i energia wokół nas są, jak balonik. Możemy na niego naciskać, ale do czasu, bo pęknie. Pęka nasza cierpliwość i cierpliwość innych. To wszechświat nie wytrzymuje, gdy my ciągle i bez końca naciskamy. Robimy to wobec innych i wobec siebie. Najgorsze jest to, że często tego nie zauważamy. I tak z niecierpliwości tracimy coś, co było dla nas bardzo ważne.
 
Tak, jak można zagłaskać kotka i przelać zasadzone nasionko, tak my możemy zmęczyć samych siebie. Możemy wywierać na siebie zbyt wielki nacisk, aby spełnić wygórowane ambicje i cele, które po prostu nie są realne w jednym czasie. I pękamy. Wszystko się wali i pozornie nie wiedząc czemu wszystko trafia szlak. A to wszechświat nie wytrzymał.
 
Myślisz, że to nie prawda i nie ma sensu to, co piszę? Przyjrzyj się dziecku i matce lub ojcu. Gdy dziecko raz o coś zapyta „mamusiu, pójdziemy na lody?”. Nic się nie dzieje. Za około 30 minut „mamusiu, ale czy na pewno pójdziemy na lody czekoladowe”. Jeszcze nasza odpowiedź jest w granicach emocjonalnej normy, ale przy trzecim i 6 pytaniu, albo i szybciej puszczają nam hamulce. Znasz to? Jakaż to codzienność.
 
My robimy to samo. Dlaczego? Bo nie ufamy. Nie wierzymy. Ktoś wiele razy nie dotrzymał słowa. A tak bardzo nam zależało, a ktoś nie zrealizował obietnicy. tak więc później wybiegając w przyszłość zaczynamy naciskać, aby przypadkiem ktoś się nie rozmyślił. Czasami wyczuwalna jest granica, gdzie rozsądnie naciskający potrafią się zatrzymać. W przeciwnym razie kogoś weźmie cholera – jak to mówią. Choć to ludzkie, to jednak czasami trudne go wytrzymania. A skoro nawet balon czy 5 metrowy mur w końcu ustąpi, to nie ma co się dziwić człowiekowi.
 
Dlaczego? Chcemy szybko, łatwiej, prościej, na tu i teraz. W tym przypadku tu i teraz, nie ma nic wspólnego z życiem tu i teraz. Po prostu tak pędzimy, że zatraciliśmy już cierpliwość. To ułuda szczęśliwego życia wynikająca z wszechobecnej potrzeby posiadania doprowadza człowieka do takiej chciwości. A to jest bardziej zgubne dla nas samych niż nam się wydaje.
 
Robimy to sobie i innym. To, co wysyłamy w świat, to do nas wraca. W życiu zawodowym, prywatnym, marzeniach czy celach. To ciagle działa. Nawet wtedy, gdy na siłę szukasz partnera lub partnerki. Każdy w końcu wydaje się być atrakcyjny i ciekawy, bo już dłużej czekać nie możesz. Nawet wymarzony dom w końcu zastąpiony zostaje mieszkaniem, bo ileż można czekać na ten cholerny dom. Rezygnujemy z ćwiczeń i nauki języków, bo zbyt długo nie ma rezultatów. I chcemy na siłę, aż w końcu ryczymy z bezsilności.
 
Czy to ma sens? Nie ma żadnego. I wiesz co Ci napiszę? Wiem, że i ja ulegam temu naciskaniu. Mam tego świadomość, bo w wielu sytuacjach jestem cierpliwy. Pisanie książek jest takim przykładem lub realizacja pewnych celów. Na inne znów uparłem się, jak nie wiem co. I wiesz co wyszło? Figa z makiem. Nic. Wiele rzeczy trzeba zacząć od nowa. Miałem i mam na to siłę i motywację. Takie nowe początki miałem nie raz i nie dwa.
 
Nie wiem, jak Ty, ale ja uważam, że nie można zbytnio naciskać na wszechświat, ludzi i siebie. Można przeć do przodu i dawać z siebie wszystko, aby łamać granice. Trzeba jednak przy tym zachować umiar, bo nawet kości mają swoją wytrzymałość, nasz umysł choć doskonały też czasami się przegrzewa, a serce choć pełne miłości, też potrzebuje balansu. I właśnie w nim znajdziesz odpowiedź na pytanie, kiedy przestać.
 
Jednak najważniejsze, to być, jak to dziecko. Zapytać raz i zaufać. A my nie możemy zawieść zaufania. Daliśmy słowo. Sobie i innym. Wszechświat też dotrzyma, jeśli tylko z ufnością pozwolimy mu działać.
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni