Dzień 63 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Bardzo często piszę o kochaniu siebie. Zdałem sobie po raz drugi w życiu sprawę z jednej ważnej rzeczy. Jak można mówić sobie, że się kocha, gdy…
 
Powiem Wam, że sam w sobie wywołałem efekt opadającej szczęki. Tak wiele wiem i wiele razy sam ze sobą o tym rozmawiałem. A jednak wciąż robiłem sobie krzywdę i to świadomie. Nie do końca zdawałem sobie jednak sprawę, że ma to wpływ również na miłość wobec siebie samego. Przecież, gdy kogoś naprawdę kochamy, to nie możemy mu tego robić.
 
Wiele lat temu postanowiłem zmienić wiele w tym, jak się odżywiam. Wyeliminowałem bardzo wiele produktów. Jednak spora ilość pozostała, a wiem, że nie są dobre dla mojego organizmu. Dla świątyni mojej duszy. Jednak wciąż zjadałem wiele produktów, które nie miały większego sensu.
 
Kilka miesięcy temu moja waga zmieniła się o 10 kilogramów. Wyglądałem naprawdę dobrze, ale… szybko wróciła. Wróciły stałe nawyki. Jednak nadal odczuwałem radość z siebie samego i tego, jaki jestem. Coś jednak wciąż mi nie grało i nie pasowało. Gdzieś coś gryzło się z tym wszystkim. I tak znów sobie przypomniałem o tym, co sobie tak naprawdę robię.
 
Nie można kochać siebie, gdy wypycha się w siebie tyle śmieci. Na szczęście i tak mam to opanowane. Jednak widzę, jak wielu ludzi po prostu sobie kompletnie z tym nie radzi. Ta obserwacja wpłynęła dziś na wszystkie moje myśli. Jakby odmieniła na zawsze mój pogląd na miłość wobec siebie. Kocham swojego ducha i ciało, takie jak widziałem. Tylko czy tak powinna wyglądać miłość.
 
Miłość wobec siebie, to również dbałość o całego siebie. Karmienie ciała wszystkim co mu służy. Eliminowanie tego, co sprawia, że ono cierpi. A jak ono cierpi, to cierpimy i my. Nie ma przecież powodu, aby dokonywać samozniszczenia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dbać o fizyczność, tak jak dba się o duchowość. A ta duchowość potrzebuje czystego i zdrowego ciała, aby móc w pełni korzystać z energii. W przeciwnym razie jest hamowana, a jej przepływy blokowane są przez wiele czynników, które sami wprowadzamy do naszego ciała.
 
Zdaję sobie sprawię, że nie zmienisz wszystkiego od razu. I ja nie zmieniłem. Choć w 2012 roku ważyłem 105 kilogramów, a teraz 79, to wiem, że przyszedł czas na kolejny ważny etap. To już nie jest tylko kwestia wagi i dobrego wyglądu, ale sposób patrzenia na całość siebie jako istoty.
 
Dbamy o wszystko, co materialne. Tak już ma większość ludzi na świecie. Pilnujemy przeglądów samochodów i czystości swoich ubrań, a także pięknej fryzury. A nie potrafimy w ten sam sposób zadbać o siebie. W 100% z pewnością się nie da, bo świat jest już całkiem mocno zanieczyszczony, ale możemy eliminować ryzyko naszymi decyzjami w każdym momencie. I nie jest to kwestia diety, bo wiem już, że to wszystko nie ma większego sensu, jeśli nie zmieni się mentalność człowieka.
 
Wiem, że wszystko jest dla ludzi. Tak mówią, bo chcą, żebyśmy tak myśleli. Wtedy łatwiej jest sięgać po używki, które nam nie służą. I nie mam tu na myśli tylko alkoholu lub papierosów, ale zwykłych produktów codzienności. Łapiemy się n a reklamy i chwilowe pokusy, nie zdając sobie sprawy, jaką katastrofę ratować musi nasz organizm. Jednak to wszystko jest do czasu.
 
Być może jesteś teraz na etapie w swoim życiu, gdy czujesz podobnie. Postanówmy razem, że od dziś nasze ciała zasługują na naszą miłość. One są częścią naszej miłości. I nie mam tu na myśli kolejnej diety, ale definitywną zmianę swojej świadomości. Dlaczego?
 
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale wiele trudności w Twoim życiu wynika wprost z tego w jakim stanie jest Twoje ciało. Toksyny oddziaływują na wszystko, co jest jego częścią. Mają wpływ na energetykę ciała, a to na łączenie się z energią ziemi i kosmosu. Wiem już też napewno, że w wielu wypadkach (z wyjątkami) otyłość jest wynikiem wielu problemów z myśleniem o sobie, akceptacją siebie, złymi przekonaniami i startymi programami. Nad tym można pracować i trzeba, bo zmiana fizyczności zaczyna się w naszym sposobie myślenia o sobie, świecie i innych ludziach.
 
Nigdy nie jest za późno, aby otrzymać zrozumienie dla siebie. Zaakceptowanie faktu, że nie jesteśmy wieczni, ani niezniszczalni. Jesteśmy wszystkim, co jemy i brzmi to prawdziwie. Zacznij jeść lepiej, ruszać się więcej i pić dużo więcej wody. Ustaw sobie program stopniowego przechodzenia na nowy tryb życia. Nie ma w nim miejsca na krzywdzenie siebie, a pokochanie siebie w całości.
 
Co Ty na to?
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁 Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni