Dzień 15 z 365 DOBRYCH DNI!

Tak mnie dziś wzięło na słuchanie muzyki z płyty “Elements” Ludovico Einaudi, że w końcu złapałem taki rozmyślający nastrój. I choć dobrego humoru mi nie zabrało, to jednak zacząłem myśleć nad wieloma sprawami. Szczególnie tymi, które wiążą się z wydarzeniami, które powszechnie nazywamy porażkami. To w sumie główny temat moich rozmów podczas Indywidualnych Spotkań Rozwojowych. Każdy chce wiedzieć, jak sobie z nimi poradzić.

Tak samo Ty, jak i ja mieliśmy ich w życiu bardzo wiele. I dobrze wiesz, że nigdy się nie skończą. Chyba, że nic nie będziesz robić, ale o tym pisać nie będę. Są wpisane w nasze życie. Być może dlatego moja pierwsza książka cieszy się takim zainteresowaniem, bo pokazuje w niej, w jaki sposób ja patrzyłem na swoje porażki. Gdy początkowo przygnębiały mnie, to jednak dość szybko nauczyłem się wyciągać z nich lekcje. To jednak dla wielu z ludzie wydaje się być bardzo trudne. Zbyt mocno biorą porażkę do siebie osobiście i nie potrafią się od niej odkleić, aby spojrzeć na nią z perspektywy osoby trzeciej. Tylko wtedy mamy szansę szybko zwrócić uwagę, na to, co możemy zrobić z tą sytuacją. Dodatkowo potrzebna jest jeszcze umiejętność szybkiego analizowania i kojarzenia faktów, aby dostrzec sens tej kłody pod naszymi nogami.

Dziś jednak do tego przyszło mi na myśl, aby napisać Ci, że jest coś jeszcze. Zacząłem się zastanawiać nad tym, co było ich powodem. Skoro potrafię sobie z nimi radzić, to trzeba być może skuteczniej im zapobiegać. I tak zacząłem szukać powodu, który prowadził mnie przez wiele sytuacji w moim życiu. I być może stąd ten dzisiejszy nastrój, bo niektóre naprawdę nie były miłe.

Widziałem z nich znów wiele lekcji, które przyszło mi przeżyć na własnej skórze. Gdyby nie one byłbym dziś pewnie w innym miejscu. Gdzie? Nie wiem i chyba nie chce wiedzieć. Wiem, że byłbym o wiele dalej i z mniejszą ilością trudności do pokonania. Z drugiej strony czy gdybym ich nie przeżył, to nie umiałbym dziś skutecznie pracować z ludźmi. Wiele z nich kosztowało mnie spore sumy pieniędzy, przyjaciół, znajomych i biznesy, a w końcu i zdrowie. Co prawda ten etap mam już za sobą, bo wiem, co zrobić, aby patrzeć na te sytuacje inaczej, ale wciąż coś mnie zaskakuje.

I to “coś” co mnie tak zaskakuje zaczęło mnie zastanawiać. Dlatego dziś poszedłem sam dla siebie głębiej w tej autoterapii. I tak natrafiłem na genialne odkrycie, które odkryłem po raz kolejny. Dlatego, bo już zupełnie o tym zapomniałem. Byłem przekonany, że powody moich porażek, a także moich klientów są zupełnie inne. Przecież każda z nich wynikała zupełnie z innego powodu. To jednak większość łączy zawsze jeden fakt.

Kupiłem kiedyś kwiatka w doniczce. Tak mi się spodobał, że usilnie dotargałem go do domu. Pierwsze tygodnie i miesiące dbałem o niego wyjątkowo. Z czasem jednak moje zainteresowanie nim spadło. Co prawda wody mu nie brakowało, ale kwiat po prostu przestał wyglądać tak dobrze, jak pierwszego dnia. Oczywiście pierwsza myśl, jaka się pojawiła, to ta, że sprzedali mi pewnie, z jakąś lipną ziemią. Szybko się jednak opamiętałem, bo to tylko wymówka i przyznałem sam przed sobą, że trochę zaniedbałem nasze relacje.

Ten kwiatek, to nic innego, jak nasze marzenie, idea lub pomysł. Gdy pojawiają się naszym życiu, to mamy motyle w brzuchu i chcemy ciągle się tym zajmować. Do czasu, aż pojawią się ważniejsze sprawy i trudności. Takie bodźcie wywrotowce, które tylko czyhają, aby nam się nie powiodło. To oczywiście nie prawda. Znów wszystko winne tylko nie my. A szczególnie jedna rzecz.

Gdy dziś o tym myślałem, to szybko poszukałem w bazie cytatów Architektów Umysłu słów, które kiedyś zwróciły moją uwagę. “Porażka świadczy tylko o tym, że nasza determinacja, by osiągnąć sukces nie była wystarczająco silna”. Jestem przekonany, że Christian Nestell Bovée miał w 100% rację. Brak determinacji, czyli zdolności do podejmowania konkretnych, stanowczych decyzji spowodowana mocnym wewnętrznym przekonaniem i siłą woli (SJP) powoduje, że odpuszczamy. Bardzo często związane jest to z nieprzemyślanymi decyzjami i pochopnym działaniem. To bardzo często się sprawdza przy małych wyzwaniach, ale te większe wymagają zastanowienia i odpowiednich decyzji. Muszą być na tyle pewne, że sami przed sobą wiemy, że nie odpuścimy choćby na krok. A jednak to robimy.

Zdecydowanie tak. Widzę, to również we własnych porażkach. Wynikały one z tego, że nie dotrzymałem wielu podjętych decyzji do końca. Nie miałem wystarczającej siły woli, aby nie odpuścić w najbardziej decydujących momentach. A dziś widzę, że było ich bardzo wiele. I choć wiedziałem, jak ważna jest determinacja, to dostrzegam, że wiele razy po prostu jej nie było. Wiem, że jestem kreatorem i wizjonerem. Wizja goni wizję, a wtedy trudno jest wytrwać w wielu projektach. Być może dlatego od kilku lat dzielę się projektami i współpracuję z innymi. To oczywiście nie wytłumaczenie.

Jeśli powiedziało się “A”, to trzeba powiedzieć “B”. Trzeba być w działaniu na 100% w czasie, który się ustaliło. W sumie, gdy się odpuszcza, to wygląda to tak, jak maszynista, który wysiadł z pociągu w szczerym polu, bo skończył mu się czas pracy. Z jednej strony go rozumie, ale przecież wyjeżdżając ze stacji wziął na siebie decyzję o dowiezieniu ludzi do stacji końcowej w Białymstoku. Ciekawe, gdyby tak postąpił pilot samolotu. A może lepiej nie myśleć. Ważne jest to, że nasze decyzje mają wpływ nie tylko na nasze życie, ale też na życie innych ludzi. Brak determinacji powoduje, że odpuszczamy, a wraz z tym tracą na tym nasi bliscy, pracownicy i klienci. A tak sukcesu się nie buduje. Tworzy się na własne życzenie kolejną porażkę. A przecież ich nie chcemy. Więc być może mniej, a do celu. Powodzenia.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni