Dzień 19 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Każdy choć raz w życiu zasługuje na owację na stojąco. Dlatego, że życie każdego z nas jest cudem.
 
Sięgnij teraz pamięcią do chwili, gdy jako dziecko po raz pierwszy powiedziałeś wierszyk. Dumna mama biła Ci brawo. To też będzie miłe wspomnienie. Ta wiosna, gdy tata uczył jeździć Ciebie na rowerze, a Ty w końcu pojechałeś sam. Za placami usłyszałeś “brawo synku…”. Czyż te owacje na stojąco nie budowały w nas szczęścia? Oczywiście, że tak.
 
Z tego samego powodu dziś my, jako rodzice nagradzamy brawami swoje dzieci. Potrafimy okazywać im ich małe/wielkie sukcesy. Sprawiamy, że czują to samo, co aktor na scenie po zakończonym sukcesem spektaklu. I niczym się to nie różni od wspaniałego wyniku w Twojej firmy, gdy szef prosi Ciebie na podium. A tym bardziej, gdy stoisz na stadionie i tysiące ludzi wstaje, aby potwierdzić emocje, które w nich wywołałeś.
 
Kiedy byłem małym chłopcem moja babcia powtarzała mi, że będę kiedyś prezydentem. Wiem. Wydaje się to być zabawne. Liegmann na Prezydenta. (hahaha). Babcia Małgosia była znana z tego, że wróżyła z tarota i miała zdolności widzenia. W jej domu pojawiało się wiele znanych ludzi, którzy dzięki niej mieli szansę wpływania na swoje życie. Babcia mówiła mi też, że będę łysy i grubszy. To już się sprawdziło, bo włosów nie mam, a znów nabrałem kilogramów, ale nie o tym dziś. Dziś wiem, że prezydentem nie jestem, ale myślę, że robię to, co babcia widziała w swojej wizji. Opowiadała mi, że będę stał na scenach i mówił do tysięcy ludzi. Wtedy nie miała raczej pojęcia, że to może być mówca motywacyjny.
 
Pamiętam jednak, że zaszczepiła we mnie niesamowitą wizję. NIe była ona oderwana od rzeczywistości, bo chciałem być księdzem, a później politykiem. Dziś wiem, że w ich zawodach podobało mi się to, że mówią do ludzi. I ten czas nadszedł. Stoję na scenach i często ludzie wstają. Bywa też, że moje słowa tak głęboko docierają do ich serc, że zapada milczenie. Po czym rozlegają się brawa. I wiesz co? To naprawdę wspaniałe uczucie. I Ty też je znasz.
 
Dlaczego o tym napisałem? Nie dlatego, że mam taką pasję i zawód. Nie dlatego, żebyś poczuł, że nie masz szans na owacje. Lecz po to, abyś zrozumiał, że nie w ilości braw jest ta emocja. Ja to zrozumiałem, gdy po raz pierwszy usłyszałem brawa kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Brzmią donośnie, ale zlewają się w jeden dźwięk. Dlatego każde brawa są ważne, które otrzymujesz. Doceń je za każdym razem.
 
Żyjemy w przekonaniu o własnym braku wartości. Zapatrzeni w wielkie telewizyjne show, gdzie uczestnicy dostają wspaniałe owacje na stojąco. U wielu pojawia się westchnięcie, jakby z tęsknoty za tym uczuciem. Inni mówią, że tego nie potrzebują poklasku, jakby chcieli zagłuszyć potrzebę, która jest z nami od dziecka. A gdzieś z czasem ucichła lub nasze oczekiwania wzrosły.
 
A przecież Twoje życie jest cudem. Ludzie docenią wszystko to, co będzie Twoim małym sukcesem. Tylko pozwól im na to. Niestety często wiedzę taką asekurację w postaci wyuczonej skromności. “Nie, nie trzeba”, “nic takiego nie zrobiłem”, “daj spokój”, “nie wygłupiaj się” albo najlepsze “weź się puknij”. Nie wiem czemu to służy. Pewnie obawie przed tym, że nikt tego nie doceni, albo sami w siebie nie wierzymy. Tylko dlaczego?
 
Pamiętam, że w 2016 roku w dniu moich urodzin prowadziłem konferencję, gdzie ponad 500 osób zaśpiewało mi “Sto lat…”. Coś niesamowitego. Na scenę zaprosiłem też innych solenizantów, aby również usłyszeli te życzenia. Chciałem, aby razem ze mną poczuli te emocje. Gdy ja rozłożyłem szeroko ręce, aby przyjmować tą dobrą energię, to wielu czuło się nieswojo i patrzyło w podłogę. A to było przecież być może właśnie to jedyne “5 minut”, na które wielu czeka w swoim życiu.
 
Dlaczego więc odbieramy sobie często szasnę, aby przyjąć każde brawa i dowody uznania za nasze dokonanie. I nie ma to znaczenia czy są od jednej, czy od setek tysięcy ludzi. Ważna jest ta emocja, którą trzeba przyjmować i z wdzięcznością podziękować. I być może bierze się to z zakompleksienia i niedowartościowania, ale czas zrobić wielki krok i nauczyć się przyjmować komplementy. A jeśli dajesz je komuś, a sam nie potrafisz ich przyjąć, to chyba nie są zbyt szczere. Aby obdarowywać, trzeba umieć przyjmować.
 
A gdy nie ma nikogo, kto mógłby Ci bić brawo w chwili, gdy po raz pierwszy zrobiłeś 100 brzuszków lub skończyłeś czytać dobrą książkę, to mam dla Ciebie propozycję. Wstań w pokoju na wyprostowanych i pewnych nogach. Wyciągnij pewnie w górę jedną rękę z zaciśniętą pięścią. Zamknij oczy i… poczuj się tak, jakby właśnie wiwatowało Ci tysiące osób. Stój tak przez minutę lub dwie. I poczuj to całym sobą. A jeśli zwątpisz lub uznasz to za bezsensowne, to znak, że Twoje ciało mówi, że nie potrafisz świętować i cieszyć się, że swoich sukcesów. A więc ćwicz i stawaj tak często, aż poczujesz w sobie pewność. To pozycja zwycięzców. Ja też tak staję bardzo często, aby poczuć tą wspaniałą moc. A mózg nie wie czy to dzieje się naprawdę czy na niby i wydziela endorfiny, a czasami adrenalinę. Tak samo, jak przy jodze śmiechu. Nie wierzysz – sprawdź.
 
Masz wiele takich chwil w życiu. Bądź za nie wdzięczny. Obdaruj innych brawami, gdy tylko jest okazja. To wspaniałe uczucie dla każdego. I nie bądźmy fałszywie skromni, bo nasze życie zasługuje na to, aby było wielkie. My na to zasługujemy.
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni