Dzień 223 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Pstryczek w nos losowi, a czasami ludziom, też się przyda. Możemy zagrać na nosie w sytuacjach, gdy po wielu latach poddawaliśmy się biernie temu co przynosi życie lub Ci, których kochamy. Bywa, że wielu ludzi po prostu uczy się z tym żyć, aż przekona się wewnętrznie, że można jednak inaczej.
 
I choć wiele we mnie akceptacji dla tego, co pojawia się w moim życiu, albo z niego ubywa, to potrafię zaskoczyć los, a i ludzi. Bywa, że i siebie nieźle wezmę z zaskoczenia, gdy działam spontanicznie. Jednak wciąż widzę i rozmawiam z ludźmi, którzy niesamowicie obawiają się przeciwstawienia się życiu, bliskim i obcym. A przede wszystkim sobie, gdy ten “ja” nie jest taki, jakiego by oczekiwali.
 
Bardzo często żyją z ludźmi, z którymi każdego dnia wieczorem, żegnają się w myślach. Mówią “dość” układając wiele dalszych scenariuszy. Chcą postawić się szefowi, ale co dalej? Widzą, jak bardzo dają się wykorzystywać, a mimo to, gdzieś ten afront nie jest im w smak. Nawet codzienność gniecie ich do granic wytrzymałości, ale przecież to nie oni mają wybór, a ten okrutny los.
 
Wielu ludzi nie da się wyprowadzić z tego przekonania, bo stało się to ich prawdą. Nie znają innej, a więc wierzą, że nie nadają się do niczego lub pozbawiono ich sensu życia. Tkwią w miejscu, bo boją się kary. Być może podobnej do tej, którą wymierzali im rodzice, gdy postawili się im w ważniej dla siebie sprawie. A w genach mamy więcej tego typu lęków.
 
Jednak życie, to ścieranie się żywiołów, poglądów, wizji, prawd, ludzi, marzeń i możliwości. Gdy jedno wytacza argumenty, które okazują się silniejsze i zgodne z zasadami, to zawsze będzie miało to swoje uzasadnienie. W tym wszystkim zawsze jest idea poszukiwania lepszego jutra dla siebie i swoich dzieci.
 
Nie zawsze musimy płynąć z nurtem rzeki. Tak samo, jak nie ma konieczności, aby ciągle iść pod prąd. Co zresztą ciągle jest wpajane ludziom do głowy. Zawsze można zejść na ląd w dowolnym miejscu tej rzeki i wybrać dla siebie najlepsze miejsce do życia. Zgodnie z tym czego oczekuje się we własnej wizji szczęśliwego przeżywania.
 
Czy to zawsze będą dobre decyzje? Nie zawsze. Jednak zawsze powinny być one Twoje. Gdy w końcu mówisz “nie”, to być może przerywasz taśmę kliszy przerażającego horroru. Być może będzie to szansa, aby wreszcie wziąć więcej powietrza w płuca i ruszyć zupełnie inną drogą. Czy właściwą? Nie przekonasz się dopóki nie wyruszysz. Jednak z pewnością nie będzie już tą, której tak bardzo nie chciałeś.
 
To bardzo trudne decyzje, ale z czasem przynoszą uśmiech na twarzy. Zarówno w tych tragicznych sprawach, jak i błahostkach codziennego życia, gdy mówimy “idę swoją drogą”. Ten pstryczek może okazać się kluczem do życia, jakiego pragniesz, ale nigdy w niego nie wierzyłeś.
 
Czy to jednorazowa sytuacja? Ależ nie. Będzie pojawiał się w wielu momentach, ale gdy masz świadomość sensu własnego życia, pójdziesz swoją drogą. Nawet jeśli czasami będzie oznaczało to krok w tył lub uderzenie w ego, to warto zaryzykować. W ten sposób nauczysz się, że zawsze jest nowa możliwość, kolejne drzwi lub rozwiązanie, którego nie widziałeś. Ciężko patrzeć w dal, gdy ciągle chodzi się z głową w dół.
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁 Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni