Dzień 255 z 365 DOBRYCH DNI!

Co było pierwsze? Wiara, nadzieja, a może miłość. Mam nadzieję, że miłość. Choć ostatnio mam wrażenie, że dla większości ludzi jest ona na końcu. I nie dlatego, że nie kochają. Na swój sposób napewno, ale nie wiem czy wiedzą czym naprawdę jest miłość. A skoro jest ona tak odległa to, co jest na samym początku.

Na samym początku też jest miłość. Chwila, coś tu się nie zgadza – tak pewnie pomyślałeś. Wiem, że trochę to niejasne. Gdy jednak spojrzysz na życie, to zobaczysz narodziny z miłości. Z czasem, gdzieś się rozmywa i wszyscy ciągle mówią o tym, że jej poszukują. Argumentują to utratą nadziei i wiary, która ma znów doprowadzić do szczęśliwego zakończenia w poczuciu miłości.

Pytanie więc powinno dotyczyć tego, co jest pomiędzy. Szukając odpowiedzi może lepiej zapytać czego tak faktycznie brakuje ludziom, że wędrują w poszukiwaniu utraconego daru. Choć mają go sobie, to jednak ich wzrok ciągle nie potrafi tego dostrzec. Patrzy na miłość nie wymiarem duchowym, a człowieczym postrzeganiem. Zaczyna więc nazywać wszystkie powody i braki, które oddalają go od tego pragnienia.

Mówią o braku motywacji lub szczęścia. Wskazują na strach i lęk, a także na prawdziwego pecha. Upatrują wszystko w braku konsekwencji, a nawet innych ludziach. Ciągle nie mają czasu i brakuje im kreatywności i pomysłów. Nikt nie pokazał im jak żyć w tym zagmatwanym życiu. Niby mówią o marzeniach, ale w głosie brak pasji i ekscytacji. Wszystko zbyt długo trwa, co prowadzi do szybkiej utraty cierpliwości.

Przez wiele lat szukałem jednego spoiwa, którego brakuje w tej całej układance. Setki książek, które przeczytałem nie przynosiły odpowiedzi. Sale szkoleniowe umożliwiały jedynie wybiórcze kierowanie ludzi w wybrane drogi. Przemyślenia i medytacje wciąż się nie pozwalały mi skleić tego wszystko ważnym elementem. Choć sam zrozumiałem ideę miłości, to nie wiedziałem, jak to się we mnie obudziło.

Przez ostatnie lata bardzo dużo czasu pracowałem z ludźmi indywidualnie. To dało mi sposobność do wsłuchiwania się z uwagą w historie ich życia. Poznawałem mechanizm powstawania trudności i osiągania sukcesów. Zacząłem rozumieć skąd w nich tyle cierpienia, które po czasie przeradza się w szczęście i radość. Marzyli i pragnęli wiele, decydując się na naukę, walkę i poświęcenie. Jednak wciąż u jednych nie działało, a inni w końcu pokonywali pewną barierę.

I choć największym ludzkim pragnieniem jest potrzeba miłości, to wielu nie potrafi jej doznać, bo zagubiło klucz do jej tajemnicy. Mimo wielkiej wiary i nadziei, wciąż wymykała im się z rąk. Do czasu aż podjęli inicjatywę. To inicjatywa jest tym ogniwem, które w wielu przypadkach zostało utracone. Z chwilą, gdy ktoś przejął ją za dziecko, zaniknął ten naturalny element wychodzenia do życia z inicjatywą. Nigdy więcej nie nazwany, a tym bardziej na nowo nie nauczony.

Dzieci same wychodzą do życia z inicjatywą. Podejmują ją chcąc chodzić, mówić, biegać, śmiać się lub płakać. Później przejmują ją rodzice, przedszkole, aż w końcu szkoła i otoczenie. Daje to poczuje, że podejmowane decyzje i tak zostały już podjęte. Gdzie więc miejsce na własną inicjatywę. To blokuje wewnętrze i daje poczucie ciągłego braku w drodze do szczęścia i miłości.

Inicjatywa jest wcześniej niż marzenie, plan i sukces. Jeszcze zanim przyjdzie decyzja i działanie. Jej brak wiąże się ze strachem i lękiem. Wyprzedza nawet konsekwencję czy determinację. A dopóki ona nie wróci, wciąż będzie poczucie realizowania czegoś dla kogoś lub z przymusu. Każdy nowy cel będzie jedynie próbą wymuszenia poczucia szczęścia i bycia kochanym.

Inicjatywa wyzwala w ludziach tą iskrę, która staje się właścicielem idei i wizji. Cała reszta płonie ogniem inicjatywy, która pochodzi z najpiękniejszych objawów miłości. Daje poczucie realizowania życia według wewnętrznego głosu. Wtedy wszystko inne wydaje się oczywiste i pewne. Dopełniane wiarą i nadzieją, że wszystko jest pełne.

Ludzie pełni miłości wiedzą, że inicjatywa kształtuje wszystko w ich życiu. Osiągają wielkie rzeczy wychodząc z własną inicjatywą. Nie pytają świata czy mogą dostąpić miłości i szczęścia, tylko sami to inicjują. W tym nie ma wątpliwości, strachu ani lęku, bo wszystko to podyktowane jest przepełnieniem miłości.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁 Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni