Chciałbym. Mam nadzieję. To sobie chciej i miej nadzieję. Jeśli szef mówi tak do swoich pracowników, to raczej nie wiele będzie pożytku ze współpracy. Polecenia, których wykonania oczekujemy muszą być jasne i precyzyjne. Niestety nawet wobec dzieci rodzice, nauczyciele lub trenerzy używają tej nie znaczącej formy proszącej o zrealizowanie czegokolwiek.

“Chciałbym pana prosić o zrealizowanie tego zamówienia”. Gdy po godzinie zamówienie nie jest realizowane szef się oburza. Pracownik ze spokojem odpowiada “pan chciał prosić, ale pan tego nie zrobić. Czekałem więc, aż pan poprosi”. To samo dotyczy próśb rodziców wobec dzieci, którzy bardzo często irytują się, bo nie wykonały czynności, na którą rodzice tylko “mieli nadzieję”.

Oczywiście w naszych zwyczajach jest używanie tych form, bo traktujemy je grzecznościowo. Nie chcemy naciskać, aby kogoś nie urazić. Szczególnie dzieci, aby nie płakały; męża, aby nie krzyczał; pracownika, aby nie odszedł; i wielu innych sytuacji. Jednak nikt takiej formy powierzenia zadania nie traktuje poważnie. Jest to powodem tego, że nasz umysł reaguje tylko na jasne komunikaty.

“Nie stać mnie na to” wypowiadane wciąż dla umysłu stoi w sprzeczności z oczekiwaniem “chciałbym być bogaty”. To żaden sygnał do działania. Dla umysłu jest to bełkot, który często jest przez nas realizowany, bo ktoś nas w końcu do tego zmusza. Nie rozumiejąc jednocześnie, że jego polecenie było mało konkretne. “Wyrzuć śmieci” nie mówi nic o tym, kiedy ma to się wydarzyć. Oczywiście, w domyśle teraz. Jednak w tym momencie umysł wie, że coś jest ważniejszego. Dodanie więc słowa “teraz” zmienia wszystko, ale zostaje to pomijane.

Wyobraź sobie sytuację, w której wzywasz karetkę pogotowia i mówisz “chciałbym prosić o wysłanie karetki”. Porównaj ją w analogicznym przykładem z początku rozdziału. Tu nie ma jasnego komunikatu. Inaczej, gdy stracisz cierpliwość i powiesz “karetka pogotowia potrzebna natychmiast”. “Chciałbym prosić, aby w moich żyłach płynęła krew”. Myślę, że ten komunikat dla Twojego działa nic nie znaczy.

Do czego zmierzam? My jako ludzie potrafimy między sobą zachować domyślną komunikację. Uznajemy pewne twory przekazywania informacji. Jednak zupełnie inaczej jest w przypadku naszego umysłu. Na niego te sztuczki nie działają. On, a w szczególności podświadomość działa na konkretach. Muszą być klarowne, precyzyjne, pozytywne i nie podlegać dyskusji. Niczym rozkaz w wojsku.

Do tego świetnie nadają się afirmacje. Nie użyłem wyrazu “jakieś” afirmacje. Muszą być konkretne do tego, co chcesz osiągnąć i spójne z tym, co jest w stanie przyjąć Twoja podświadomość. I choć dziecko lub pracownik wykonają nasze polecenie natychmiast, to podświadomość potrzebuje wielu powtórzeń tej samej afirmacji nawet przez cały dzień. Wypowiadanej w skupieniu, dobrym nastawieniu i rozluźnieniu.

Wszystko to zmierza do “uwierzenia” przez podświadomość, że to, co mówisz jest prawdą. Nastąpi to tylko wtedy, gdy Twój świadomy umysł nie będzie już poddawał tego w wątpliwość, bo jak wiesz podświadomość przyjmuje wszystko jako prawdziwe. Dlatego ta komunikacja nie powinna dopuszczać żadnej wątpliwości, którą świadomość mogłaby zakwestionować.

To dotyczy wszystkiego. W jaki sposób mówisz do siebie i do innych ludzi. Jak komunikujesz swoje potrzeby. “Kotku, może bym coś zjadła” wcale nie oznacza “czy możesz zrobić mi kolację?” lub “zrób mi kolację, proszę”. A nawet wykonywaniu poleceń przez Twoje dziecko. Pies również zareaguje tylko na zrozumiałą komendę. Nie dziw się więc, że Twój umysł czasami nie wie czego chcesz. A tym bardziej Anioł Stróż.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni