Gdyby dziś ktoś zapytał mnie czy jestem szczęśliwy, to odpowiedziałbym “mogę dziś umrzeć”.

Mam wszystko. Jestem wszystkim. Żyję dla wszystkiego. Niczego nie żałuję. Mogę zasnąć w spokoju.

A co z tym czego jeszcze nie przeżyłem? Jeśli Bóg da, to nadejdą kolejne dni. Lecz dziś wiem, że zrobiłem wszystko co mogłem, aby być szczęśliwym. Dokonałem tego, co mogłem, aby wesprzeć tych, którzy tego potrzebowali.

Jeśli rano się obudzę, to Bóg nadal potrzebuje swych słów wypowiadanych mną. Potrzebuje mego głosu, aby mówić to, co natchnione i pełne życia. Posłuży się mym sercem, aby obdarować miłością tych, którzy tak bardzo jej potrzebują.

Doświadczy mnie, abym jeszcze lepiej zrozumiał i czuł, to wszystko jego cierpieniem, prawdą i miłością. Wyśle mnie tam, gdzie będę najbardziej potrzebny. Powiem to, co weną na mnie spłynie. Odkryje tylko to, na co jestem gotowy. Pozwoli być sobą dopóki kroczę drogą wiary, nadziei i miłości. Tam gdzie jej kres czeka na każdego, kto czeka na spotkanie.

Mogę dziś umrzeć, bo jestem gotowy. Bóg ma swój plan, którym wypełni moje życie, tych ostatnich dni. Dlatego wiem, co znaczy dzień święty święcić. Nie jest nim jeden lub dwa dni, a wszystkie, które nadchodzą. Wszystkie są niezliczonym darem, aby mieć w sobie miłosierdzie, które od niego pochodzi. A każdy błąd czy grzech wybaczy, gdy poprosimy i wybaczymy innym i sobie.

To był piękny dzień. Wiele wzruszeń, pożegnań i końców. Były też początki, radości i nowe możliwości. Spragnieni miłości i Ci, którzy wciąż nie wiedzą jeszcze czym ona jest. Były też słowa i milczenie, a także śpiew i “kocham Ci tatku”. Sa też te słowa, a także te nie wypowiedziane myśli i emocje. W tym wszystkim wielka wiara i ufność w nieprzenikniony sens.

Im bardziej zagłębiam się w sens, tym bardziej czuję pojednanie i kres wszystkiego, co ważne. Z tego wyłania się wdzięczność i pragnienie spełnienia w każdej chwili istnienia. Dobrym i złym emocjom, nastrojom i momentom. Jestem jednym z wielu sióstr i braci, którzy widzą, czują i mówią o tym, jak ważne jest życie tu i teraz.

Jestem szczęśliwy. Czasami z wielkim uśmiechem, a czasami z bijącymi się myślami. Nawet z ekscytacją albo z bólem przenikającym na wskroś. Jednak przychodzi akceptacja, która prowadzi do odkrywania i poznawania samego siebie. Jest to w każdym kroku, oddechu i spotkaniu. Nawet w myśli i emocji, a także spojrzeniu i słowie. Wszędzie tam, gdzie Bóg mówi, a ja słucham.

… to jeszcze nie koniec.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni