I jak nie kochać tych uśmiechów. To moja rodzina. Przyjaciele na zawsze, aby móc trwać przy sobie, gdy życie wybrało inny bieg. Gdy każdy wybrał inną drogę, aby wieść nową drogę. Choć od lat nieformalnie, to emocjonalnie zawsze razem.

…oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

Do dziś pamiętam piękne słowa przysięgi małżeńskiej, która stała się dla mnie nieodwołalna. Tego dnia wziąłem sobie do serca odpowiedzialność za tę kobietę. W moje ręce oddał mi ją mój teść, który prowadził ją przez kościół. Wiedziałem wtedy, że cokolwiek by się w życiu nie wydarzyło, to nie zawiodę. Nie tylko z miłości, ale też z poczucia przekazanego mi szczęścia.

Do tego grona dwa lata później dołączyła moja córeczka. Przyszła na świat zimowym porankiem, gdy słońce dopiero się budziło. Zdałem sobie sprawę, jaki wielki dar Bóg włożył w moje dłonie. Wlał w moje serce wielką miłość, której tak bardzo potrzebowałem. To nowe zadanie znów przyjąłem bez prawa do abdykacji. Z radością postanowiłem wypełnić powierzoną mi rolę.

Dziś wiem, że nic nie jest nam dane na zawsze. Szczególnie jeśli nie potrafimy odnaleźć się w tym szczęściu, bo zajęci jesteśmy wszystkim innym. Zwłaszcza, gdy los ma zupełnie inny plan na przyszłość dla każdego z nas. Wtedy trzeba powiedzieć sobie “niech szczęście dalej Ciebie prowadzi”. A później pozwolić sobie wzajemnie żyć wędrując zupełnie nowymi drogami.

…oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Wtedy nie zapomniałem tych słów, które prowadzą mnie do dziś. Choć minęło już wiele lat, gdy małżeństwo stało się czasem przeszłym, to nadal nie zwolniłem się z sensu tego zdania. Są silniejsze niż wszystko, co mogłoby chcieć zatrzeć ich znaczenie i wartość.

Często zaskakują się ludzie widząc nas razem na wakacjach, wspólnych imprezach i uroczystościach. W zdrowi i w chorobie możemy na siebie liczyć, bo pozostał w nas szacunek i zrozumienie sensu tego, co było. Bliskości, która dała nam na świat największy nasz skarb. Nigdy nie zabrakło zrozumienia i jasności w tym, że ona jest dla nas najważniejsza. I tylko wspólnie możemy dać jej to, co mogą dać kochający rodzice.

Rozstanie nie musi oznaczać wojny. I choć bywa bolesne i trudne, to jest czas, zrozumienie i przyszłość. Jeśli obiecało się komuś szczęście, to trzeba umieć dotrzymać słowa. Nawet jeśli będzie to oznaczało zupełnie nową drogę. Być może dlatego, że w tym wszystkim pozostała przyjaźń. Także świadomość wyjątkowości życia z prawem do dokonywania własnych wyborów.

Prawdziwa miłość, to energia, która łączy a nie dzieli. Buduje, a nie burzy. Trwa, choć minął czas. Miłość jest zawsze, a brak miłości się wybiera. Nosić w sobie żal, nienawiść i gniew, to jak zatruwać sobie życia. Czy to oznaczać ma przekreślenie tego, co było dobre i piękne. Czy lepiej budować na tym coś silniejszego, aby relacja sprzyjała budowaniu przyjaźni na całe życie. Takie w którym trwa się przy kimś, aż do śmierci.

Odpowiedzialność za dziecko, to również odpowiedzialność ojca za matkę. Gdy wkrada się w to krzywda, to buduje jedynie ból i przepaść. Jednak, gdy jest w tym akceptacja i zrozumienie, to jest pewność o wsparcie, szacunek i opiekę. To nadal buduje szczęście i niezwykłą relację, która wciąż łączy nas wszystkich dla dobrej przyszłości.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni