W życiu nie chodzi o to, aby robić wielkie rzeczy, a sprawiać, aby nawet te najmniejsze stawały się wielkimi. Mimo to wielu ludzi wciąż czuje potrzebę dokonywania spektakularnych osiągnięć. I to jest dobre. O ile robią je dla siebie. Tylko oni sami mogą określić swoje własne dokonania. Jest jednak ale…

Niestety Ci sami ludzie sami odbierają sobie zaszczyty i zasługi. Szczególnie wtedy, gdy inni wyrażą się nie przychylnie albo nikt nie zauważy ich dokonań. Pochodzi to z potrzeby zadowolenia innych, aby swoim zachwytem połechtali ich ego. W ten sposób nawet przez wiele lat mogą nigdy nie poczuć się wystarczająco skuteczni w tym, co jest ich pasją.

Z czasem zaczynają nawet odsuwać ją na boczny tor. Próbują zastąpić ją czymś innym, co jest trendy, aby znów pozyskać poklask. Niestety często wystawiają się na śmieszność, bo nie zawsze wychodzi im to, co wcale nie jest częścią ich talentu lub doskonałości. Szybko doprowadzają się do stanu, w którym przestają wątpić w jakiekolwiek swoje możliwości.

Zbyt często ludziom brakuje odwagi do bycia sobą i dla siebie. Tylko wtedy prawdziwie można uwierzyć w swoje marzenia. Gdy pojawia się wielka wiara, to zawsze jest ona powiązana z realizacją samego siebie. Dokonaniem wyjątkowych rzeczy, aby osobiście poczuć się spełnionym. Przy okazji zdarza się, że sprawi się jeszcze przyjemność innym ludziom, którzy docenią naszą prawdę, pasję i bycie sobą.

W swoim życiu poznałem wielu ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli uzyskać popularność, rozpoznawalność i zachwyt. Jedną z nich kiedyś nawet widziałem codziennie w lustrze. Stąd wiem, że chyba w każdym człowieku istnieje taka potrzeba.

Jednak szukając tej drogi do osiągnięcia tego szczytu zrozumiałem, że to z góry przegrana gonitwa o nic. Jedynym efektem jest utrata samego siebie. Gdy rozmawiałem z wieloma osobami, chcąc poznać ich sposoby i drogę, zacząłem dostrzegać, jak wiele to wszystko ich kosztuje. Niejednokrotnie tracili więcej zdrowia i pieniędzy, a przede wszystkim siebie, niż faktycznie zyskiwali. Stali się zakładnikami samych siebie i potrzeby bycia na piedestale.

Niesamowite nakłady na promocje, reklamę, specjalistów, zespoły, menedżerów, układy i nieczyste zagrania, posłały wielu wspaniałych ludzi na same dno. Nie przetrwali sami swojej sławy, bo była jedynie mydlaną bańką, w której kiedyś postanowili żyć. Jednak, gdy publiczność znikała, każdego dnia zostawali sami w swoim domu, w poczuciu “to jeszcze za mało”. W końcu to, co kiedyś było dla nich pasją i wielką frajdą, stało się tyranią i przymusem. Jedynie środkiem do karmienia swej próżności.

Z perspektywy wielu lat rozmów i słuchania, ale tez obserwowania wiem, że widzę dziś w lustrze człowieka, który zaczął żyć sobą. Zrozumiałem, że wyruszając w osobiście niezwykłą podróż, odkrywamy zupełnie inny świat. A im więcej wkładamy odwagi w realizację swoich marzeń, tym bardziej zaczynami inspirować ludzi, którzy sami postanawiają nas obserwować. Nie wymaga to wysiłku, a tym bardziej zabiegania o ich uznanie.

Wówczas te małe sprawy i marzenia, stają się naprawdę wielkie w naszych oczach. Nie porównujemy ich z nikim innym, a tym bardziej nie oczekujemy oceny. Wszystko przychodzi z dużo większą łatwością i lekkością, bo nie ma przymusu i konieczności udowadniania komukolwiek tego, co tylko dla nas ma sens i wartość. Spełniamy swoje życie według własnych reguł i radości, którą daje nam wędrowanie przed siebie.

To jest coś, czego nie można kupić. Nie zrozumie tego ten, kto swoje życie, cele i marzenia podporządkował nieautentycznemu światu. Oczywiste jest dla tego, kto może osiągać jeszcze więcej podobnych rezultatów, pozostając w zgodzie z samym sobą i dla siebie. Twoje cele i marzenia są “TWOJE” i nikogo nimi nie uszczęśliwisz bardziej niż siebie.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni