Drwina jest chyba najbardziej bolesnym doznaniem dla wielu ludzi. Choć najwięcej mówi się dziś o hejcie, to w moim odczuciu ludzie najbardziej obawiają się drwin. Zakładając, że wszyscy ludzie działają w sposób etyczny, pracowity i z poświęceniem, to każda forma wyśmiania, obniżenia wartości lub poniżenia, jest ciosem dla człowieka.

Trzeba mieć naprawdę silną osobowość, aby znieść ataki ironii lub kpin. Gdy człowiek zna swoją wartość i kocha siebie, jest mu zupełnie obojętne czy ktoś z niego drwi. To jednak jest znikoma ilość ludzi, bo większość ma kompleksy i niskie poczucie własnej wartości. Dlatego szkalowanie drugiego człowieka jest zwykłym okrucieństwem i słabością osoby, która posuwa się do takich metod.

Przyszło nam żyć w czasach, gdzie ludzie z powodu braku argumentów, zazdrości lub zwykłej nienawiści, wybierają drogę drwin, bluźnierstwa i jadowitego języka. Niestety wielu ludzi po prostu sobie z tym nie radzi. Szczególnie, że nie chętnie nawet się do tego przyznaje. Ukrywają latami, że są lekceważeni, gardzeni i wyszydzani. A tym żywi się depresja, na którą choruje coraz więcej ludzi na świecie.

Pastisz lub złośliwa krytyka czynią człowiekowi wyrwę w sercu, a tym samym w miłości do samego siebie. Gdy padają na podatny grunt, to szybko kiełkują wątpliwości i ucieczka. Nikt przecież nie chce być atakowany i wyśmiewany. Szczególnie osoby mocno emocjonalne, które dają poznać po sobie, jak bardzo przejmują się każdym tego typu słowem, gestem lub agresją. Pewnie dlatego w wielu przypadkach jest to działanie na granicy prawa i nietykalności drugiego człowieka.

Znam wielu ludzi, którzy przez latach byli “sprowadzani do parteru”, aby odebrać im godność i pewność siebie. Sam wielokrotnie w nastoletnich latach czułem się atakowany i wytykany palcem. Związane to było z wyglądem, działalnością społeczną, a nawet otwartością do ludzi. Przeżywałem stany załamania i ucieczki. Dlatego tak bardzo rozumiem ludzi, którzy zwracają się do mnie z podobnymi sytuacjami.

Jest wiele dróg, aby radzić sobie lub nie zauważać drwin i zaczepek. Najważniejszą z nich, którą odkryłem w sobie, jest pokochanie siebie i zaakceptowanie swojej wartości, jako człowieka. Warto też robić w życiu to, co się kocha, dla siebie. Wtedy nie bardzo dotykają nas opinie innych ludzi. Gdy robisz naprawdę wiele w życiu, to bardzo często nawet nie masz czasu zajmować się atakami sfrustrowanych osób. Niektórzy muszą sobie też zdawać sprawę z tego, że im bardziej sięgają szczytów, tym te ataki mogą się nasilać.

Nadal jednak najwięcej tej przemocy słownej pojawia się w czterech ścianach rodzinnego domu. Małżonkowie i rodzice, a nawet starsze dzieci, potrafią skutecznie uprzykrzyć sobie wzajemnie życie. Jednym z powodów jest brak miłości, a nawet niewystarczająca komunikacja. To jednak pozostaje tajemnicą rodziny, a pokrzywdzone osoby nawet nie próbują odnaleźć wsparcia na zewnątrz. Często jest to jedyna droga do odzyskania kontroli nad swoją wartością.

Trzeba pamiętać, aby nie robić tego innym, czego sami nie chcemy doświadczać. Pewnie dlatego sam od lat nie jestem przedmiotem ataków, a tym bardziej drwin. Nawet jeśli są, to do mnie nie docierają, bo większość ludzi wie, że dla mnie są to puste słowa słabych ludzi. Najczęściej mówiąc o innych, mówią o samym sobie i sposobie, w jaki myślą o swoim życiu.

Dlatego musisz zdać sobie sprawę z tego, że ludzie dotykają Twojej zewnętrznej warstwy. Nigdy nie mogą dotkać Ciebie wewnątrz chyba, że sam na to pozwalasz. A im więcej emanuje z Ciebie dobra, prawdy i miłości, tym większa energia chroni Ciebie przed wpływem innych ludzi. Działaj więc mimo wszystko, aby realizować swoje życie najlepiej, jak tylko możesz to sobie wyobrazić. A ludzie, jak to ludzie… coś muszą mówić.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Szczególnie mile widziane ♥️
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni