Dzień 42 z 365 DOBRYCH DNI!

Nie trzymaj drugiego człowieka na siłę. Ani zawodowo, w przyjaźni, a tym bardziej w związku. I choć bardzo nie chcemy, to czasami musimy zaakceptować fakt, że nie wszystko jest nam dane na zawsze. Mimo, że próbujemy usilnie utrzymać ludzi przy sobie lub oni nas, to czasami nie ma to sensu. Trzeba nauczyć się dawać sobie prawo do bycia szczęśliwym z kimś innym lub gdzieś indziej.

Oczywiście nie namawiam tutaj do poddawania się przy pierwszym nieporozumieniu. W końcu w związkach zawsze spotyka się dwóch obcych sobie ludzi. I choć początkowe zauroczenie szybko mija, to zawsze są tylko dwie opcje. I znasz je doskonale. W pierwszej dopasowujecie się, a w drugiej kompletnie nie. Czasami jedna z osób nie dostrzega tego braku dopasowania i na siłę próbuje przekonać tą drugą, a to najczęściej wychodzi jeszcze gorzej.

Kiedyś ktoś powiedział, że kiedyś naprawiało się wszystko, a dziś wymienia się na nowe. Walczyło się o wszystko, bo nie wiele było. Dziś świat jest inny, ale nie oznacza to, że trzeba wszystko porzucać i szybko dokonywać zmian. Tak to jednak w dzisiejszym świecie wygląda. Zawsze może być ktoś inny. I to prawda, ale czy musi.

Problem w tym, że my czasem nie wiemy kim ma być ten “ktoś” na całe życie. Oczywiście ta osoba jest od zawsze już w naszych marzeniach, ale gdy przychodzi tęsknota, to często okazuje się, że każdy jest dobry. Przymykamy oko, aby tylko nie czuć samotności. I tak powstają związki na bazie bardzo dużego zaufania do tej osoby, ale też sporych ustępstw z naszej strony. Najgorsze bywa to, że ta druga osoba nic o tym nie wie i żyje w przekonaniu, że jest kochana. Angażuje się, bo mocno wierzy w szczerość uczuć partnera.

Gdy pojawia się związek, i gdy ustają już motyle w brzuchu, to znika pewnego rodzaju zakłamanie. Zaczynamy dostrzegać, że to co chcieliśmy w kimś widzieć, nie ma nic wspólnego, jaką osobą jest w rzeczywistości. To często wynik zbyt krótkiego okresu tzw. “chodzenia ze sobą” i przejścia do formalnego związku. Brak okresu narzeczeństwa, a błyskawiczne małżeństwo sprawiają, że nie ma okresu karencji na znalezieniu odpowiedniego kompromisu.

Tak każdy związek, to kompromis. I to każdego dnia. Każdy przychodzi z innego świata, z innymi potrzebami i zainteresowaniami. Nawet jeśli są zbieżne w jednej sprawie, to w innych często się rozjeżdżają. Dlatego tak ważna jest umiejętność budowania kompromisów, wzajemnego szacunku i akceptacji wielu spraw, z którymi partner wchodzi w nasze życie. To niesamowita ilość pokory i cierpliwości, aby stworzyć związek na lata.

Kiedyś małżeństwa trwały, bo nie wypadało się rozwodzić. Skandal obyczajowy nie był czymś, co ktoś chciał mieć na swoim koncie. W zaciszu domowym wrogość, a poza murami mieszkania przykładne małżeństwo. Dla dobra opinii, rodziny i dzieci. Tyle, że te ostatnie tego dobra nie doświadczają, a już w szczególności braku miłości. To z pewnością daje im ten imitowany układ. I koniec końców wszyscy są nieszczęśliwi, bo nie potrafią się od siebie uwolnić.

A trzeba dać sobie prawo do szczęścia. Jeśli wszelkie próby zawiodły i również ta setna “ostatnia szansa” również, to… Trzeba życzyć sobie szczęścia i spróbować na nowo. I mimo, że to jest cholernie trudne, to i tak łatwiejsze niż żyć w złości i frustracji przez całe życie.

Wiem z własnego doświadczenia, że trzeba kogoś naprawdę bardzo mocno kochać, aby pozwolić mu odejść. Dać mu prawo do szczęścia z kimś innym, jeśli nie zaznaje go z Tobą. I choć zrobi się wszystko, aby tak się nie stało, to czasami przychodzi taki moment, w którym można przegiąć. I zamiast miłości w sercu, rodzi się gniew, złość, wsciekłość i agresja. A to nikomu jest nie potrzebne. A tak robi wiele osób.

Ja wiem, że ból jest silny. Jednak, gdy zapytasz ludzi, którzy przetrwali ten ból i w końcu ułożyli sobie nowe życie w szczęściu, to powiedzą Ci, że nie było warto cierpieć i się niszczyć wzajemnie. Czasami los ma swój plan, który zrozumiemy dopiero, gdy stanie się faktem. Problem w tym, że po tych wszystkich złych słowach ludzie nie potrafią wrócić do dawnych relacji. A to jest możliwe. Sam jestem tego przykładem.

Można ułożyć sobie na nowo życie. Nawet jeśli wcześniej ktoś w sercu wyrył nam wielką rysę. To ona się zagoi, jeśli zrobimy miejsce dla nowej osoby. I wziąć ślub, jak moi znajomi Kasia i Heniu. Cieszą się z tego, a ja razem z nimi. I wszystkimi innymi, którzy zrozumieli, że to ich życie i mają prawo do szczęścia, jeśli tylko sobie na to pozwolą.

Gdy pozwalamy sobie na ten wielki dar, to zyskujemy niesamowitego przyjaciela. Trzeba jednak wielkiego szacunku do siebie, aby to się stało. Nie może zabraknąć też wytrwałości i sporego dystansu do siebie samego, aby po rozstaniu pozostać w relacjach, może nawet dobrych, a czasami nawet przyjacielskich. I wiem o czym piszę, bo taką właśnie mamy relację, co wszystkich zadziwia. I choć trzeba było na to pracować, to dziś wiem, że nie mam większego przyjaciela Ania. Wiemy o sobie najwięcej i zawsze możemy na siebie liczyć. Wspieramy siebie i nasze nowe życie. Dlatego cieszę się jej szczęściem i tą relacją, którą utrzymaliśmy.

Życie kilka dekad. Naucz się być szczęśliwy z kimś, kto tak samo jak Ty zasługuje na cudowne życie. Nie zawsze wybory są słuszne, a innym razem wybory mogą ulec zmianie. I to nie jest koniec świata, bo to zawsze początek czegoś nowego. Dlatego, jeśli się ktoś kocha, a tym bardziej jeśli nie, to trzeba pozwolić sobie zrobić przestrzeń na coś innego. Nie trzymajmy się kurczowo tych, którzy nie mogą już być z nami. I nawet jeśli brzmi to egoistycznie, to tak czasami bywa. To jest wyraz wielkiej miłości, szacunku i zrozumienia nie tylko dla kogoś, ale też dla siebie.

🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni