Dzień 44 z 365 DOBRYCH DNI!
 
Sami dorabiamy historie tam, gdzie ich nie ma. Mamy taki nawyk, aby wszędzie stworzyć opowieść, która być może stanie się legendą. Ludzie zauważyli, że opowiadanie historii wywołuje zainteresowanie. To wynik naszego uwielbienia do słuchania baśni i historii. Dlatego większość wykształciła w sobie umiejętność tworzenia rozwinięć do zwykłych sytuacji.
Tylko dlaczego większość tych historii jest tak negatywna i tragiczna. Opowiada z grobowym smutkiem, który ma wywołać współczucie i zrozumienie. Muszą epatować życiową tragedią, aby wywołać dyskusję pełną narzekania i frustracji. Wszystko ma spowodować uwiarygodnienie fatalnego życia i nie sprzyjającego losu.
 
Przez ostatnie lata jeździłem bardzo wiele komunikacją miejską, a także korzystałem z indywidualnych przewozów pomiędzy miastami. Dziś jednak przypomniało mi się wiele tych wyjazdów. Byłem z Julią na basenie, gdy pobiera lekcje pływania. Miałem czas, aby poczytać. Miałem też okazję przysłuchać się rozmowie kilkoro rodziców. I podobnie, jak w autobusie czy w samochodzie, ci ludzie opowiedzieli wszystkie swoje życiowe przykrości.
 
Brzmiały tak melodycznie, że gdybym zaczął to spisywać, to mógłbym stworzyć całkiem ciekawy scenariusz do para serialu. Wiem, że ludziom czasami jest ciężko, ale mam wrażenie, że wiele z tych historii w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej.
 
Z tymi historiami jest jak z kłębkiem wełny. Im częściej je opowiadamy tym więcej w nich szczegółów i elementów, które mają ubarwić jej wątki. Z każdym zdaniem nawijane są następne warstwy, które dochodzą za każdym razem, gdy w innej legendzie zauważona zostaje jakaś reakcja słuchaczy. Lekko przerobiona zawsze będzie idealnie pasowała do tego, co już opowiadaliśmy kilkadziesiąt razy.
 
Czy naprawdę to nie męczy ludzi? Mnie lata temu zmęczyło. Ileż można było odtwarzać ten sam film. Do znudzenia opowiada się te same historie, ale nie zawsze ludzie chcą tego słuchać. Szczególnie wtedy, gdy trafią na środowisko, w którym takie negatywnie zabarwione historie nie przejdą. To da się odczuć. Miałem okazję się o tym przekonać wiele lat temu. Wyglądało to tak, jakby ludzie zaczęli wychodzić ze słabego filmu w kinie. Pamiętam, że nie udało mi się już dokończyć dramatu życia Liegmanna.
 
Ludzie opowiadają o swoich tragediach, bo mają wokół siebie ludzi z podobnymi odczuciami. Wiedzą, że zostaną zrozumiani, ale też wysłuchani.
 
Wielu z nich chciałoby opowiedzieć o swoich sukcesach, ale mają przekonanie, że nikt nie chce tego słuchać. Tak przesiąknęliśmy narzekaniem, że wstydzimy się pokazać swoja pozytywną stronę. Dlatego tak wielu ludzi bez sukcesów stroni od bogatych ludzi. Wiedzą, że żadna ich życiowa baśń nie zostanie zrozumiana. Nie ma nawet szans, aby ktoś chciał jej wysłuchać wśród ludzi, którzy nauczyli się żyć pięknem tego świata.
 
Ich historie są zawsze pozytywne. Nie obawiają się opowiadać o swoich sukcesach, podróżach, nowych samochodach, domach i przedsięwzięciach. Mają takie grono słuchaczy, którzy wiedzą, że z tych historii można czerpać tylko naukę i inspirację. A więc jednak można stworzyć dobrą i optymistyczną opowieść z tego nawet “małego” życia.
To jak o sobie mówimy, jak opowiadamy swoją baśń o swoim życiu, pokazuje innym kim jesteśmy. To tworzy naszą przyszłość i buduje w nad przekonania pozytywne albo negatywne. Opowiadanie tych historii w odpowiednim odcieniu odciska się na naszym życiu, ale też na życiu innych wokół nas.
 
Słuchając dziś tych rodziców wiedziałem już, że ich dzieci słuchają tego samego w domu. I choć każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej, to czasami ludzie nie zdają sobie sprawy, że sposób rozmawiania, opowiadania i komunikowania się między ludźmi ma niesamowicie duże znaczenie dla dzieci w tym wieku. Dla nich taki obraz życia staje się czymś oczywistym. Szczególnie, że jest powtarzany wielokrotnie na wielu takich spotkaniach. To też jest edukacja. I to największego autorytetu, jakim jest mama lub tata.
 
I nie chodzi mi w tym wszystkim o tworzeniu na siłę wspaniałych historii i legend o życiu. One powstają same, gdy żyjemy prawdziwie. Jest w nim tak wiele dowodów na to, że warto cieszyć się i celebrować życie, że nie trzeba nic wymyślać. Jednak, gdy mamy już opowiadać, to dlaczego nie o tych dobrych rzeczach z naszego życia?
 
Jeśli nie masz słuchaczy, to czas zmienić znajomych. Poważnie. A im więcej dobra w Twoich baśniach, legendach i opowiadaniach tym lepsza czeka Ciebie przyszłość. Znajdziesz się w wyjątkowym gronie ciekawych ludzi. Będziesz mógł inspirować swoje dzieci, przyjaciół, a nawet obcych ludzi. takich, którzy wciąż nie dostrzegają swojej drogi. Być może będziesz tym, którego życiowa drobnostka stanie się dla kogoś drogowskazem. Nigdy tego nie wiesz. Ja tego nie wiem pisząc tą książkę. Jednak zawsze pamiętaj o prawdzie, bo ona jest, a kłamstwo się wymyśla.
 
A na koniec rozmowy rodziców na basenie zapytałem: “a co u państwa dzisiaj dobrego?”. Nastała cisza i zaczęli się pakować. Trochę to dziwne, bo przecież ich dzieci oglądają tak wiele bajek. W nich tyle pozytywnych zakończeń. A Twoja bajka, jaka będzie mieć zakończenie?
 
🔝________________________________________________
Pamiętaj, że 365 DOBRYCH DNI jest projektem nowej książki. Możesz stać się jej częścią komentując, wyrażając swoje opinie lub opowiadając swoje historie. 😁
Dziękuję
Krzysztof Liegmann
#365dobrychdni