Akceptuję zło. Nie udaję, że nie istnieje.

Akceptuję zło. Nie udaję, że nie istnieje. To pozwala mi dostrzegać w nim to, na co inni próbują być ślepi. Nie odwracam od niego wzroku, bo tylko w ten sposób mogę zobaczyć jego twarz. Nie ubarwiam go dla błędnego przekonania, że w ten sposób ono zniknie. Rozumiem jego siłę i wiem, jak niszczy dobro. Szczególnie, wtedy gdy dotrze do nieprzygotowanego serca, które myślało, że ktoś inni rozprawi się ze złem.

Akceptacja pozwala widzieć je takim, jakie jest. Dodaje siły, aby rozmawiać, wyjaśniać i prowadzić swój wewnętrzny dialog. Akceptacja bierze się z mocnej wiary, że nie jestem w tym sam. Z tego, że choć zbudowałem swoje życie na tym, co pochodzi od dobra i miłości, to wciąż jestem człowiekiem. To pozwala mi dostrzec to, co czasami bywa ukryte i rozświetlić je blaskiem i światłem.

Akceptuję prawo do błędów. Tylko tak możemy dostrzec, co może być w nas jeszcze lepsze. Nie godzę się klęską, bo to oznacza słabość, w której brakuje odwagi. Rozumiem błędy wynikające z działania, ryzyka i marzeń, a nie te z bezruchu, bezczynności i bierności. Siła człowieka pochodzi z akceptacji jego ułomności i jednoczesnej potrzeby poszukiwania szczęśliwego życia.

Akceptuję ludzkie chamstwo. Dostrzegam w nim ogromny ból, strach i lęki, z którym ludzie sobie nie radzą. Dostrzegłem to w sobie, a później zaakceptowałem. Dlatego więc nie miałbym widzieć tego w innych, skoro wszyscy na tym świecie przechodzimy przez trudy życia. Często pozbawieni wsparcia, bliskości, zrozumienia i… akceptacji.

Nikt nie urodził się chamem, alkoholikiem, narkomanem, biednym, niewykształconym, przeciwnikiem, wrogiem czy złym człowiekiem. Tak kształtuje ludzi życie pozbawione w miłości, które już od dzieciństwa uczy nietolerancji, agresji i oczekiwań. Dlatego akceptuję w ludziach prawo do poszukiwania wolności, wiedzy, własnego zdania, poszukiwania odpowiedzi, miłości, wiary i zrozumienia drugiego człowieka.

Akceptacja nie oznacza przyjęcia tego zła na siebie.
Akceptacja oznacza patrzenie sercem pełnym miłości.
Akceptacja bierze się ze zrozumienia samego siebie.
Akceptacja pozwala zachować sposób w obliczu zła.
Akceptacja dostrzega to, czego nie widzi brak akceptacji.

Dzięki niej człowiek idzie dalej mimo bólu i cierpienia. Nie zaprzestaje mówić o tym, co dobre i wspierać tych, którzy zwątpili. Pozwala ze spokojem spojrzeć w twarz złu i z uśmiechem powiedzieć: Ciebie nie wpuszczam do mojego życia. To dzieje się wciąż i bez końca, gdy podejmujemy wszystkie życiowe wybory. Nie warto więc uciekać i unikać tego, co złe, ale zawsze, gdy się pojawi, wybrać dobro. Bo to właśnie dobro, miłość i wiarę ludzie zapomnieli akceptować w swoich sercach.