Jesteśmy prowadzeni naszą wiarą

Idź tak przez życie, jakby za rękę trzymał Cię sam Stwórca. Tak trudno jest wierzyć wierzącym i niewierzącym. Wszyscy oczekują znaków lub dowodów, które można urzeczywistnić w codzienności. Zaprzeczają wszystkiemu, czego nie widzą, choć zarzekają się, że jest w nich ufność. Jedni widzą ją w Bogu, inni w energii, a wielu we wszechświecie lub źródle. A jednak brakuje w niej autentyczności i całkowitego oddania.

Ludzie potrzebują namacalności, choć wiedzą, że „błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Znają to, ale wciąż trudno im jest uwierzyć w nieprzeniknioną moc i energię, która wciąż ich wspiera. Wielu pragnie choćby jednego znaku, objawienia lub sygnału, aby móc w pełni uwierzyć. Zwłaszcza że zbyt często sami sabotują swoje prośby i modlitwy. Odsuwają się od marzeń i celów, z chwilą pogoni za mrzonkami i małostkami.

Przeprowadziłem setki tysięcy rozmów ze wspaniałymi osobami, które bardzo chcą uwierzyć, ale nie wiedzą jak. Mówią, że „gdyby tylko wiedziały albo coś poczuły, to byłoby zupełnie inaczej”. Jestem przekonany, że gdyby stanął przez nimi ich bóg, nieziemska istota, świetlista energia lub sam nie wiem kto, to i tak szukaliby w tym podstępu. Wielokrotnie mówiłem do nich, że być może jestem ich aniołem i nie bez przyczyny znalazłem się w ich życiu — wybuchają śmiechem.

Doskonale wiecie, że jestem zdania, że każdy z nas jest aniołem, bo one przez nas mówią. Wielu przekonało się, że czasami piszę o tym, co właśnie ktoś potrzebował przeczytać. Nagrania wideo, które były odpowiedzią na pytania, które ludzie zadawali w swoich modlitwach. A mimo to nadal nie potrafią zrozumieć, że wszyscy jesteśmy połączeni i ta wiara lub jej brak staje się udziałem nas wszystkich.

Dlaczego więc tak trudno jest nam uwierzyć? Nie kochamy siebie, a tym samym nie potrafimy uwierzyć sobie. Nie jesteśmy pewni tego, co czujemy lub myślimy. A myślimy zdecydowanie za dużo. Odbieramy sobie przeżywanie własnych emocji i sięgania do głębokich pokładów prawdy. Zawierzamy otoczeniu, a nie sobie. Polegamy na tym, co łatwe i proste. Gdy nie otrzymujemy czegoś natychmiast, to odwracamy się plecami. Brak cierpliwości budzi agresję, która blokuje przepływy energii w całym naszym ciele, ale też połączeniu ze wszechświatem.

Zastanawiasz się, kto zatem mówi prawdę? Kto lepiej wytłumaczy Ci, czym jest Twoja wiara? Komu zaufać i kogo chwycić za rękę? Jak wiele trzeba odrzucić, aby móc przyjąć pełnię wiary? Te kilka pytań, które mogą się pojawiać, mają wspólną odpowiedź. Tylko Ty. Znasz odpowiedzi na te pytania, ale znajdziesz je tylko wtedy, gdy o to zapytasz siebie. Gdy ciągle szukasz odpowiedzi na zewnątrz, to dostajesz wiele wykluczających się możliwości. Wiara wydaje się czymś skomplikowanym, często zarezerwowanym tylko dla osób wierzących w Boga albo w ogóle nieistniejącym.

Nie można też czuć wiary wybiórczo w zależności od potrzeb lub nastroju. Wiarę albo się ma, albo się jej nie ma. Z wiarą łatwiej iść przez życie, jakby z całkowitym i niezachwianym przekonaniem, że jesteśmy prowadzeni za rękę we właściwym kierunku. Problem jednak staję się to, że nie rozumiemy, że nie musimy wszystkiego rozumieć. Mamy wytrwać w wierze, aż dojdziemy do miejsca, które jest dla nas ważne. Nawet jeśli czasami będzie w nas przekonanie, że coś jest nie tak. Doskonale wiesz, że gdy zaczynasz zaprzeczać lub wątpić, to wszystko się komplikuje. Nawet wtedy, gdy majstrujesz przy dobrym planie lub ciekawym życiu. Gdy chwilowe lęki i niepokoje prowadzą do wielkich tragedii i niepowodzeń. Wtedy gdy umysł wygrywa nad sercem albo brak jest panowania nad emocjami.

Jesteśmy prowadzeni. Jednak nie słuchamy i walczymy z tym, co ma być dla nas dobre. To wina chwilowych zachcianek i materialnych pożądań. Sprzedajmy swoje wartości za chwilowe błyskotki, a później płaczemy, gdy oddala się nasz wymarzony świat. Brakuje nam spójności pomiędzy tym, w co naprawdę wierzymy, a tym, co wierzyć wypada. Wyrywamy się więc z dłoni Boga lub źródła, aby wypełniać wolę ego. Później wracamy z płaczem, gdy dostrzegamy, jak bardzo się ono myli.