Nauczyć dziecko miłości? Niemożliwe.

Chcesz nauczyć dziecka miłości? Wiadomo, że tak. Kto by nie chciał, aby jego dziecko kochało i okazywało miłość sobie i tym, których kocha. To piękne życzenie bez pokrycia.

Miłości nie można nauczyć. Miłość można pokazać, okazując ją każdego dnia i w każdej chwili. Wiem, że czasami trudno dorosłym jest okazać coś, czego sami nie mieli okazji odczuwać jako dzieci. Chcą się tego nauczyć i pytają jak pokochać siebie, jak poczuć miłość. Rozpaczliwie poszukują tej czystej energii, która pozwala uwolnić się od przygnębienia i strachu. Nie mają pojęcia jak być miłością, ale mocno wierzą, że kochają swoje dziecko i tej miłości próbują je nauczyć.

To trudne zrozumieć, że nie ma miłości tam, gdzie jest lęk, strach, smutek, poczucie winy, wstyd, agresja, duma i żal. To wszystko oznaki wielkiego cierpienia, którego ludzie nabywają latami. Gdzieś pomiędzy tym pojawiają się chwile, gdy o tym zapominają, a pojawia się ta wspaniała energia. Być może to ślub lub pierwsza miłość, a może narodziny dziecka. Chwilę później życiowa codzienność znów wkracza z emocjami, które nie pozwalają wejść na wyższe częstotliwości, gdzie mieszka miłość.

Mówić „kocham” dla samego kocham w nadziei, że ktoś powie to samo, to rozpaczliwe wymuszenie. To być może przyniesie chwilową ulgę, ale niczego nie zmieni. Nie można miłości wyszarpać od drugiego człowieka. Zwłaszcza wtedy gdy on sam jej nie ma wobec siebie. Inaczej. Każdy ją ma, ale usilnie obniża swoje częstotliwości, a tym samym blokuje doznanie jej wielkiej mocy.

Nauczyć dziecko miłości? Niemożliwe. Dziecko ma ją od urodzenia. Lepiej napisać — nie odbierać dziecku miłości. I choć każdy doświadcza wielu emocji w swoim życiu, to małe dziecko potrafi sobie z nimi radzić. Robi to do czasu, aż nie uwierzy, że świat, w którym żyje, składa się tylko z lęku, strachu, nienawiści, bólu i cierpienia. Patrzy na rodziców, którzy mówią, że je kochają, ale między sobą się kłócą, gadają tylko o problemach, a ono samo staje się drugim planem.

Nie wszędzie tak jest. Taką mam nadzieję. Jedno wiem na pewno, że dziecko potrzebuje, aby wszyscy wokół niego się kochali. Aby znów sami stali się dziećmi i dostrzegali piękno w tym na pozór wstrętnym i okrutnym świecie. Wiesz przecież, że jak nie potrafisz pływać, to nie nauczysz tego dziecka. Założę się, że taki maluch lepiej sobie poradzi, niż Twoje lekcje mają w sobie skuteczności. Gdy sam boisz się wody, to Twój lęk przejdzie na dziecko.

Miłość jest tam, gdzie jest odwaga, akceptacja, zrozumienie i neutralność. Miłość wyzbywa się lęku, a to miejsce wypełnia wiarą i zaufaniem. Bierze to, co życie ma do zaoferowania, bo przecież takie właśnie są dzieci. Nie wiedzą, że nie mogą czegoś mieć, dopóki ktoś dorosły im o tym nie powie. Ono nawet nie wie, że może nienawidzić, dopóki ojciec z matką nie wykrzyczą sobie dwudziesty raz w tym samym miesiącu. Gdy nie zrozumie gniewu rodzica, który nie wytłumaczy, że można zrobić coś inaczej.

Miłości nie można nauczyć, bo nie można nauczyć, czym jest powietrze. Trzeba je poczuć w sobie. To jednak wymaga uważności i zagłębienia się w siebie oraz chwilę, w której właśnie się znajdujesz. Powietrze nie znika. Miłość nie znika. Ona jest wciąż w każdym człowieku. Być może teraz jest gdzieś pod skorupą, która musi odpuścić tym wszystkim lękom i kłamstwu, które budują życie. Za tym wszystkim stoją wybory i sposób patrzenia na świat. Otaczania się tym, co dobre.

Dlaczego dzieci są teraz tak ważne? To ich czas. To pokolenie miłości, które już zmienia ten świat. One kochają bardziej, niż się wydaje. Są odważne i tolerancyjne. Szanują odmienność i różnorodność. Są współczujące i akceptujące. Ich moc rośnie i tylko ciało bez miłości nie potrafi tego dostrzec. Walczy i wije się z bólu, bo chce zniszczyć to, co nie pochodzi od niego samego.

Bądź miłością. Bądź prawdą. Bądź sobą. Mówię o tym od wielu lat. Odkrywanie tego nie było łatwe, ale możliwe. Pojawiło się tuż za zrozumieniem siebie, tego świata i jego akceptacją. Dostrzegłem też, że nie uchronię dziecka przed wszystkimi doświadczeniami, które musi sama doświadczyć. Mogę jednak dostarczać jej wsparcia, zrozumienia i otoczenia pełnego miłości. I nie ma ona nic wspólnego z materialnością, pochodzeniem czy wykształceniem.

Miłości nie można nauczyć. Nawet nie trzeba, bo ona będzie tylko niepasującym wzorcem. Każdy ma swoją i z nią powinien pracować, aby odpuszczać oraz wybaczać. Kochać siebie i pozwolić przepływać wszystkiemu, co przychodzi do życia. Pokazywać piękno tego świata i budować odwagę do realizacji życiowych wyzwań.