Tajemnica odczuwania miłości

Miłość. Wszyscy i wszystko o niej napisali lub powiedzieli. Ciągle wymienia się ją przez wszystkie przypadki. Miliony ludzi na całym świecie próbują odkryć ją w świecie i w sobie. Czytają książki, słuchają wykładów, modlą się i medytują. Gdy nawet na chwilę poczują jej przypływ, to nie wiedzą, jak ją utrzymać w tym zagonionym świecie, w którym codzienność nie zawsze jest przyjemna.

Medytuję od wielu lat. Czasami częściej, a czasami słabiej. Zaglądam w wiele głębokich obszarów, które otwierają się za każdym razem, gdy zrozumiem coś więcej. Potrafię przenieść się w wiele miejsc, ale też zobaczyć to, co wydawało się ukryte lub zapomniane. Podążam za tym z lekkością i bez przymusu. Tak łatwiej, bo nie musisz robić tego na pokaz, a tym bardziej, aby cokolwiek komuś udowodnić. Sam wyłącznie.

Jak więc odkryć miłość, którą czujemy bez końca? Jak patrzeć na ludzi i świat z miłością? Jak kochać siebie w pełni akceptując i rozumiejąc to, kim jesteśmy?

Zanim odpowiem, to chcę, abyś wiedział, że najgorsze co ludzie robią, to próbują „robić” miłość na pokaz. Mają nadzieje, że gdy inni ją w nich zobaczą, poczują cokolwiek, to i w nich obudzi się ta niezwykła energia. Nie można też jej wymusić, słowem kocham. To słowo znaczy tyle samo co inne, gdy nie masz tego w sobie.

Wielu ludzi nie zrozumie Twojej miłości, bo jej nie mają lub widzą ją zupełnie inaczej niż Ty. Mogą widzieć Ciebie jako smutnego i nieszczęśliwego człowieka, który jest zamknięty na ludzi i świat. W tym samym momencie będą patrzeć na sztuczkę, będącą jedynie dobrze wyglądają podróbką miłości. Uwierzą w kłamstwo, bo ich serca patrzą przez pryzmat pozbawiony energii miłości. To ważne, bo nie będziesz stopniował swojej miłości wedle ocen i zachowań innych ludzi. Twoja miłość zawsze będzie Twoja.

Ostatnie 25 lat poszukiwałem sedna miłości w prawie 1200 książkach, setkach rozmów i miliardach rozmyślań nad jej istotą. W głębokiej medytacji poszukiwałem jej źródła w sobie. Wiedziałem, że jest niej tak wiele we mnie, aby odczuwać ją swobodnie. Była ze mną w ciszy i w chaosie. W modlitwie i w Bogu. Spotykałem ją w śmiechu dzieci i płaczu przyjaciela. Dotykałem tak wielu jej aspektów i niezwykłej mocy, która uzdrawiała mnie przez ten cały czas.

Kiedyś myślałem, że gdzieś ją zgubiłem. Winiłem za to ludzi. Bliskich i znajomych. Jednak ponad 10 lat temu zrozumiałem, jak wielka jest siła w wybaczaniu. Nie tylko innym, ale przede wszystkim sobie. Zajrzałem w serce i odnalazłem spokój. Uwolniłem się od ocen i wpływu kogokolwiek na moje życie. Nawet jeśli innym z zewnątrz wydaje się, że tak nie jest, to pamiętaj, że patrzą na to przez własny pryzmat.

Z czasem dowiodłem sam sobie, że jest sposób podtrzymania poczucia miłości bez końca. Nawet gdy chwilowo pojawia się lęk i strach. Gdy zagłusza to poczucie straty lub niepowodzenia. Te ulotne emocje nie trwają długo, a szczególnie wtedy, gdy wypełnia się je czymś niezwykle wspaniałym.

Miałem wiele okazji, aby trafiać do swoich poprzednich wcieleń. Widzieć je i rozumieć ciąg mojego duchowego istnienia. Jednak w jednak z medytacji trafiłem do swojego początku w tym życiu. Zobaczyłem uroczego bobasa, który patrzył na świat w tak lekki i piękny sposób. Doceniał wszystko to, co w nim się pojawiało. Czuł wdzięczność.

Wtedy wróciłem i wszystko się zmieniło. Znałem wdzięczność. Rozumiałem ją i traktowałem jako element mojego życia obok wybaczania i wolności (3W). Jednak dopiero wtedy pojawił się ten błysk przebudzenia w czymś zupełnie nowym. Wdzięczność przestała być tylko chwilowym sposobem na podziękowanie, gdzieś na plaży, w lesie lub tuż przed zaśnięciem. Nawet nie była już tym, co daje podziękowanie komuś lub czemuś za coś niesamowitego w życiu.

To stało się moją nową wdzięcznością. Taką, która trwa w każdej chwili. Jest poza czasem. Odczuwam wdzięczność nawet teraz za każde słowo, które spływa na mnie w tym momencie. Za Was wszystkich, którzy to czytacie i tych, którzy być może zrozumieją to, co ja.

Gdy pojawiło się to odczuwanie wdzięczności w tak pełnej formie, to miłość jest ze mną bez końca. Czuję ją całym sobą. Jestem nią. Wdzięczność nie jest już tylko chwilową potrzebą poprawienia nastroju lub pokazania sobie, że za coś się dziękuje. Ona jest oddechem i biciem serca. Spojrzeniem i uśmiechem. Czytanym słowem i myciem okien. Spacerowaniem, a tym bardziej głaskaniem kota. Jest cudem, z którym spotkamy się właśnie teraz po raz ostatni. Nawet jeśli nie zawsze dopisuje nam humor lub coś nie idzie po naszej myśli. W końcu to lekcje, za które jestem wdzięczny. Tak uczę miłości wielu ludzi, którzy są na to gotowi. Nie wszyscy, którzy do mnie przychodzą, będą mieli odwagę, aby odbyć tak głęboka podróż. Nawet pracując z ludźmi podczas warsztatów Uleczy nas miłość, dostrzegałem, że potrzeba dużej odwagi, aby pokochać siebie, a później wszystko, za co jesteśmy wdzięczni. Tak prawdziwie. Nie na pokaz. Dla siebie i po swojemu. Wdzięczność, Wybaczanie i Wolność przynoszą uwolnienie, które objawia się emanującą z nas energią miłości.