Wiara lubi ciszę

Wiara lubi ciszę. Im głębsza tym bardziej osobista i skryta. Nie wymaga ego. Nie potrzebuje show i uznania. Nie trzeba o nią zbiegać, a tym bardziej o nią walczyć. Po prostu jest w tej ciszy.

Być może wiara jest albo jej nie ma. Jednak, gdy się ją ma, to ma ona wiele stopni. Z każdym z nich następuje przypływ wiary, który umacnia człowieka w słuszności, jaką jest ufność i akceptacja. I choć im wyżej tym trudniej, to jednak łatwiej. Każdy poziom wymaga niezwykle wymagającej pracy nad sobą. Jednak przynosi spokój i zrozumienie sensu tego poświęcenia.

Człowiek dostaje wiele szans na uznanie sensu wiary, a mimo to zbyt często nie widzi tego. Zaślepia go wciąż pieniądz, władza, ego, ciało, a nawet bierność. Jest tego więcej, a przez to przejście na wyższy poziom staje się trudniejszy. Pewnie dlatego tak wielu po prostu rezygnuje, a nawet nie próbuje. W końcu lepiej w nic nie wierzyć. Nawet w samego siebie. To jednak pójście na łatwiznę, która nie wiele zmienia.

Przypływ wiary może przytrafić się każdemu. Cierpliwość pozwala osiągnąć wytrwałym coraz głębszą więź ze sobą, naturą, energią czy Bogiem, a nawet wszechświatem. Poza nią nie można zapomnieć o miłości, która pozwala uleczyć najbardziej dotknięte obszary życia. Trzeba zobaczyć w tym nadzieję na lepsze jutro, a szczególnie teraźniejszość. To niej dzieją się małe wybory oparte na wierze lub jej braku. A o tym decyduje każdy sam.