Wszystko, czego potrzebujesz, masz już w sobie

Duchowa przemiana jest drogą, która zawiera w sobie wszystko to, czego człowiek nie chciałby doświadczać. Dlatego mówi się, że jest to trudna droga, która prowadzi donikąd. Przejście wymaga akceptacji wszystkiego, co wydaje się niezrozumiałe. Konieczne jest uwierzenie, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, a my sami podążać powinniśmy za czystym sercem, a nie nieszczerym umysłem. To kierowanie się miłością pochodzącą z serca dostrzeżemy sens w czymś pozornie jego pozbawionym. Zaufamy temu, że jedyna zmiana, jaką możemy dokonać w świecie, możliwa jest tylko w nas samych.

Związane jest to mocno z wolną wolą. Wybieramy wszystko w każdej sekundzie naszego życia. Decydujemy o naszych myślach, pracy, jedzeniu, związku, spacerze, oddechu, miłości, biedzie, w prawo czy w lewo, nauce, ludziach, wierze i wielu innych elementach tego, co nazywamy życiem. To my wprawiamy wszystko w ruch i nadajemy temu kierunek czy nam się to podoba, czy nie. Im szybciej to dostrzeżemy, tym lepiej będzie nam żyć.

W tej decyzyjności jest coś głębszego, a mianowicie stanowienie o swoim życiu, a nie o życiu innych ludzi. To może być trudne do zaakceptowania, bo przecież większość uwielbia wpływać na życie innych ludzi. To jest łatwiejsze, gdy mówi się innym, co i jak powinni zrobić. Zbyt łatwo przychodzi silne wpływanie na znanych i obcych nam ludzi. Podejmuje się za nich decyzje, a często działa w ich imieniu. W przekonaniu, że wie się lepiej, bo ktoś na to pozwolił.

Pozwala, gdy jest słaby i pozbawiony podstawowych oraz fundamentalnych prawd o sobie samym. Uznaje, że inni wiedzą lepiej, bo tego był uczony od urodzenia przez wszystkie poziomy edukacji oraz rodzinne wychowanie. Później sam korzystając z tego wzorca, uzna siebie za najlepszego doradcę i nauczyciela z wszechwiedzą w każdym temacie życia innych ludzi.

To tylko iluzja, która sprawia przyjemność tylko jednej stronie. Druga najczęściej cierpi, ale nie jest w stanie nawet tego zauważyć. Dzieje się tam, o obie strony wierzą, że działają w słusznej sprawie i czynią coś dobrego. Jest wiele niesamowitych osób, które chcą pomagać innym, tworząc schematy, techniki i ramy, aby łatwiej było odnaleźć się w życiu. Inny zaś próbują narzucić swoje zdanie i przekonania, bo uznali, że tak powinno wyglądać ich życie. Wszystko to jednak może mieć wpływ na oddalanie się tej osoby od siebie samego. Choć w wielu przypadkach prowadzi to do pęknięcia, które przebudza takiego człowieka.

Nie chcesz być krzywdzony, a więc nie krzywdź innych ludzi. Prawda jest taka, że nie możesz pomóc w duchowym przejściu żadnemu człowiekowi. Możesz pokazać mu wiele technik, medytacji, książek i niesamowitych przywódców duchowych. Jednak może to sprawić, że taka osoba pominie ważny element większej układanki. Nie doświadczy lub nie zrozumie ważnych życiowych lekcji. W odpowiednim momencie nie będzie gotowa, bo w czymś ją wyręczono lub odciągnięto od tego, co miało być częścią tej osoby.

Nie można pomagać motylowi wyjść z kokonu, bo będzie później zbyt słaby. Nie można też nauczyć go latać, bo jego skrzydełka są tak słabe, że kruszą się pod palcami. Nie powiesz mu też, jaki jest jego cel, bo nawet nie wiesz, jaki wybrał sam. To nie Ty uczysz dziecko chodzić, to ono uczy chodzić się samo, upadając i wstając. Ty jesteś tylko asekuracją. Dla niego jest to etap rozwoju, który uczy go nie tylko chodzenia, ale też niepoddawania się i próbowania. Bez tej umiejętności nie zawalczy o siebie w wielu innych sytuacjach dorosłego życia.

Duchowość w wyższych poziomach przychodzi wtedy, gdy jest się na to gotowym. Trzeba zauważać zmiany i słuchać siebie samego. Z tyłu mojej pierwszej książki znajdziesz moje słowa „wszystko, czego potrzebujesz, masz już w sobie”. Nie potrzebujesz już niczego i nikogo. Potrzebujesz tylko wielu doświadczeń, aby odkryć, że trzeba wiele zostawić, aby zobaczyć swoje prawdziwe ja.

Moja praca z ludźmi w ciągu wielu lat uległa zmianie. Dziś przychodzi do mnie coraz więcej ludzi tylko dlatego, że pracuje z nimi i ich w tym wspieram. Nie mówię im, jak mają żyć, bo sami wiedzą to najlepiej. Pracujemy nad podstawami i fundamentami ich życia, energii, duchowości i mentalności. Wszystko to, co przez wielu jest pomijane, bo znaczna część ludzi szuka drogi na skróty, które próbują znaleźć w licznych technikach. Zawierzają im w całości, a one są jedynie niewielkimi wskazówkami dla osoby, która zbudowała w sobie fundamenty oparte o wewnętrzną miłość i prawdę. Dla wszystkich innych będą jedynie stratą czasu i powodem kolejnych trudności, za które obwinią kogoś, kto je spisał.

Ostatni czas to dziesiątki sesji i rozmów, w których pojawia się potrzeba poszukiwania miłości do samego siebie. Każdy jest sobą na tyle, jak bardzo sobie pozwolił. Trzeba to dostrzec i pracować, pamiętając o duchowym wymiarze tej osoby. Wiedziesz to, czego sama nie dostrzega. Zadawać odpowiednie pytania i pozwalać jej przebudzać się we własnym tempie. W ten sposób przygotuje się na moment, w którym to przebudzenie nadejdzie.

Pisanie jest jedynie wybraną częścią wszystkiego, co było częścią niższych poziomów mojej świadomości. Nie są nakazem, a opisem mojego postrzegania świata i duchowości. Gdy staje się ona wartością dla poszukującego człowieka, to tylko dlatego, że tak pokierowała energia wypowiedzianego przez niego życzenia. Każdy bierze to, co jest mu potrzebne i idzie dalej swoją drogą.

Pozwól sobie, ale też innym na przeżywanie własnej duchowej przemiany. Możesz być blisko i wesprzeć wtedy, gdy pojawi się taka intencja. Skup się na cierpliwości, której wymaga poszukiwanie odpowiedzi dotyczących Ciebie. Dalej przejdziesz tylko wtedy, gdy będziesz na to gotowy. Droga na skróty nie istnieje, a wszelkie próby udowodniania, że jest inaczej, kosztują znacznie więcej niż udręki codzienności.