Zrozumieć istotę stresu

Od wielu lat zgłębiam samego siebie. To nie jest łatwy i szybki proces. Często patrzę na wielu ludzi, który w ciągu kilku miesięcy przeszli przemianę i zaczęli mówić, jak inni powinni podążać za ich sposobem docierania do jej istoty. Wiem, że każdy przechodzi to na swój sposób. Wiem też, że gdy wchodzisz coraz bardziej w istotę, która jest w człowieku, to przez długi czas nie chcesz o tym mówić. Sam nie jesteś jeszcze pewien czy te wszystkie odkrycia, doznania i sposób patrzenia na siebie oraz świat, to jest właśnie to. 

Na wszystko przychodzi czas. U mnie jest on teraz. Zaszedłem już daleko, aby móc mówić więcej o samej istocie głębokiej duchowości. Zrozumieniu czym jest „ja”. Zakochania się w sobie bezgranicznie i otwarcia się na to, co nie zawsze jest takie, jakie wydawałoby się być. Wiele rzeczy trudno jest opisać, bo i opowiedzieć nie jest łatwo. To bardzo indywidualne doznania, z którymi trzeba być ostrożnym. Szczególnie, gdy mówi się o tym do ludzi, którzy poszukują wskazówek i często prostych dróg. 

Jest wielu wspaniałych nauczycieli, którzy prowadzą ludzi ku odrodzeniu i zgłębieniu swojego jestestwa. Przeszli niezwykły proces, który otworzył w nich piękno bycia. Ich słowa są pełne prawdy, ale nie zawsze łatwe do przyjęcia i zrozumienia. Trzeba otwartego serca i czystego umysłu, aby dotrzeć najgłębszej miłości ludzkiego istnienia. Jednak o tym trzeba pisać i mówić, bo dziś świat staje się bardziej gotowy niż kiedykolwiek w ostatnich stuleciach. 

Jedną z największych przeszkód do poznania samego siebie i pokochania tego, czym jesteśmy, jest stres. Blokuje on wszystko w naszym umyśle i sercu. Nie ma miejsca na poświęcanie sobie czasu i uwagi, a przede wszystkim koncentracji światła do wewnętrz, a nie na zewnątrz. To właśnie tam wysyłamy całe nasze światło. Upatrujemy cały nasz niepokój w zewnętrznym świecie. Skupiamy się na jego brakach i niedostatkach. Upatrujemy szczęście i miłość w materialnych zdobyczach. I choć nie ma w nich nic złego, to niewłaściwe współistnienie z nimi powoduje wiele trudności w komunikacji z samym sobą. 

Człowiek zawsze znajduje coś w świecie zewnętrznym, aby usprawiedliwić stres, który w sobie gromadzi. Obarcza wszystko i wszystkich o to, że nie czuje się wystarczająco zrelaksowany, kochany, zmotywowany i pewny siebie. Ten stres jest wiekim potworem pochodzących ze świata poza nami, z którym trzeba się mierzyć. Ta walka trwa w najlepsze, bo nie wielu wskazuje kierunek, w którym powinni ludzie patrzeć. A to dopiero początek zrozumienia, czego jesteśmy częścią i czym jest zewnętrzny świat. 

Pochodzi on z nas. I to właśnie na siebie i do siebie powinniśmy kierować całe światło. Cały blask, miłość i akceptację powinniśmy dostarczać sobie. I to najprostszym ujęciu, aby zobrazować kierunek działania. Dotrzeć do tego, że ten stres, który widzisz w świecie jest w Tobie. Bierze się on z niedostrzegania piękna samego życia i miłości do istoty jaką jesteś. Tworzysz więc frustracje, oczekiwania i niezadowolenia. Kreujesz wizję ludzi i świata, który ma być idealny dla innych, a później próbujesz się do tego dostosować. To wszystko powoduje dyskomfort i ból. Cierpisz, bo krzywdzisz sam siebie. 

Zrozumienie tego nie przychodzi łatwo. Pogodzenie się z tym jeszcze trudniej. Jednak na ratunek przychodzi ta wspomniana już miłość, która jest potrzebym nam światłem. Z niej czerpiemy odwagę do poznawania swojego wnętrza i oddzielenia tego, co jest, a co nie jest częścią nas samych. Gdy zaczynamy podążać ścieżką duchowości, to przychodzi uwolnienie od stresu, bo nim nie jesteśmy. I wtedy nie jest on już częścią zewnętrznego świata.